Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 stycznia 2019

Daj szanse marzeniom. „Pierwszy rok” – Rachel E. Carter

„Nigdy nie powinnaś ufać wilkowi w owczej skórze. Bo jedyne, czego wilk kiedykolwiek zapragnie, to cię złamać.”
4

piątek, 30 września 2016

Zawód: Wiedźma - część 1 - Olga Gromyko

 Tak więc, skoro już wpakowałam głowę w paszczę wampirowi, co przeszkadza policzyć mi jego zęby?
12

sobota, 6 sierpnia 2016

Królewska krew - nie tylko dla miłośników fantasy!


Kochacie fantasy? Ta książka to coś dla Was! 

Czym jest Riyria? Niewielu wie. Tajemnicza organizacja, o której krążą legendy. Wszyscy się jej lękają. Jej członkowie, Hadrian i Royce, to dwóch znakomitych mistrzów w swoim fachu. Kim są? Jak się okazuje – złodziejami. Wykonują zadania niemal niemożliwe. Są jak Tom Cruise w Mission Impossible. 

Historia toczy się wokół niefortunnego zlecenia, którego podjęła się dwójka naszych głównych bohaterów. Mają bowiem ukraść miecz znakomitego szermierza – hrabiego Pickeringa. Sprawa wydaje się być banalnie prosta. Miecz jest niestrzeżony w mało uczęszczanej kaplicy. Łatwe – pozornie. Złodzieje wpadają jednak w pułapkę i zostają oskarżeni o zabójstwo króla. Ucieczka z więzienia, porwanie następcy tronu i uwolnienie kilkusetletniego czarownika z tajnego więzienia. Przygoda trwa w najlepsze. Pościgi, pojedynki, magia. Fantasy w dobrym stylu. 

Bohaterowie są wręcz genialni. Uwielbiam dialogi między Hadrianem i Roycem. Obydwaj są świetnie przemyślani i mimo że z pozoru różni, świetnie się dopełniają. Właściwie każda postać stworzona przez Michaela Jamesa Sullivana jest niemal doskonała. Każdy jest inny, każdy wyjątkowy, każdym kierują inne pobudki. Są to bardzo zróżnicowane postaci, które bardzo łatwo polubić. Czym jednak byłaby książka bez podstępnego czarnego charakteru. Autor pomyślał i o tym. Z pozoru niewinny i dobry, okazuje się oślizgłą kanalią rządną władzy, osobą zdolną zrobić wszystko, by po nią sięgnąć. Spisek na szczycie władzy, kościół zamieszany w intrygę. Proces czarownicy i ucieczka przed nadciągającą śmiercią. Jak dla mnie – świetne.

Mogłabym tak pisać jeszcze długo i długo. Co musicie jeszcze wiedzieć? Cóż, na pewno ważną informacją jest to, że autor stworzył spójny świat i wymyślił bardzo złożoną intrygę. Czasy wielkich bitew, wspaniałych i mężnych rycerzy. Mam jakiś sentyment do „tego” okresu i takich historii. 

Książkę mogę Wam szczerze polecić. Sama pewnie wrócę jeszcze do niej nie raz. Czyta się bardzo szybko i strasznie wciąga. Wręcz nie sposób się od niej oderwać. Szkoda, że nie udało mi się dorwać wersji papierowej. Może kiedyś jeszcze to nadrobię.

Nawet jeśli nie bardzo lubicie fantastykę, wydaje mi się, że tak książka i tak Wam się spodoba! Dlaczego? Cóż nie jest naszpikowana elementami typowymi dla fantasy. Mało tu magii, rytuałów, czy magicznych stworów To raczej świetna historia z niewielkimi elementami charakterystycznymi dla gatunku. 

PS w Polsce dwa pierwsze tomy zostały wydane w jednej książce. Rozdzieliłam ją na dwie osobne recenzje, bo wydaje mi się, że obydwa zasługują na uwagę :)
11

sobota, 7 maja 2016

The Witch Hunter - Łowczyni - Virginia Boecker


 Przeszłości nie da się zmienić. Wiesz o tym równie dobrze jak ja. Z drugiej strony, nie da się również przewidzieć przyszłości. (...) To, co zrobisz, kim zechcesz zostać, zależy wyłącznie od ciebie.

Elizabeth Grey służy w doborowej jednostce królewskich łowców czarownic. Wraz z kolegami całe życie poświęciła wyplenieniu z Anglii wszelkich przejawów magii, której uprawianie zakazane jest na mocy prawa. W tajemniczych okolicznościach jednak, sama Elizabeth zostaje oskarżona o posługiwanie się czarami, aresztowana i skazana na śmierć na stosie. Jej wybawicielem okazuje się człowiek, którego uważała za swojego najbardziej zaciętego wroga,- Nicholas Perevil, najpotężniejszy mag w królestwie. Czarownik składa jej propozycję – uratuje dziewczynę, jeśli ona w zamian pomoże zdjąć ciążącą na nim klątwę.

Problemem jest jednak przeszłość Elizabeth – byłej łowczyni czarownic – o której nowi towarzysze nie mają pojęcia. Jeżeli się dowiedzą, stos może się okazać najmniejszym z jej problemów. Próbująca znaleźć ratunek w magicznym świecie wiedźm, duchów i piratów oraz pewnego szalenie przystojnego uzdrowiciela, dziewczyna będzie musiała poważnie się zastanowić nad znaczeniem przyjaźni i wrogości, miłości i nienawiści, oraz dobra i zła. [opis ze strony wydawnictwa Jaguar]

Czy Łowczyni jest równie ciekawa jak jej opis? Czy sprostała moim wymaganiom? Po ostatniej przygodzie ze Złą krwią nabrałam sporo dystansu do reklamujących tekstów i recenzji umieszczonych na książkach. Dlatego powiedziałam sobie, że nie będę mieć wielkich oczekiwań na ciekawie spędzony czas, bo znów prawdopodobnie się zawiodę. Jednak nadzieja wciąż we mnie kiełkowała. Uwielbiam bowiem książki z czarami, magicznymi klątwami i wszystkimi innymi fantastycznymi elementami. Czy Łowczyni - Virginii Boecker okazała się książką, po której całkowicie straciłam wiarę w ciekawe przygody czarowników i czarownic, czy jednak okazałą się równie fascynująca jak opis z okładki?

Pierwszą rzeczą, która na pewno przyciąga wzrok jest intrygująca okładka. Połączenie czerni z kolorami ognia i geometrycznymi symbolami jest niesamowicie magnetyczne. Nie przytłacza tytułu, tylko dodatkowo go podkreśla. Dodatkowym atutem książki jest też zapewne mapka Upminster, dzięki której czytelnik bez problemu potrafi odnaleźć miejsca, w których toczą się początkowe losy naszych bohaterów. Utrzymana w ciemnej stylistyce sprawia, że narasta niepokój i wzmaga zainteresowanie. 

Przechodząc jednak do sedna. Mimo że jeden z motywów jest łatwy do rozgryzienia i szybko przyszło mi na myśl rozwiązanie zagadki, nie pozbawiło mnie to przyjemności czytania książki. Wręcz przeciwnie. Co jakiś czas zdarzało mi się pomyśleć niecenzuralne słowo ze względu na okrucieństwo i hipokryzję jednego z bohaterów, właśnie pod jego kierunkiem. Akcja nabiera tempa z każdą stroną. Czy Elizabeth (tytułowa łowczyni) będzie potrafiła odróżnić wrogów od sprzymierzeńców? Czy zakorzenione lęki i wpojone prawa pozwolą spojrzeć jej na świat z innej perspektywy? Jak to się stało, że ulubienica króla, stała się najbardziej poszukiwaną osobą w kraju? Zagadek jest wiele. Przyjemnością jest ich odkrywanie i bawienie się w odgadywanie. Prawda jest jednak bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać. 

Najlepszym sposobem, by pokazać innym, że jest się człowiekiem godnym zaufania, jest pokazać, iż potrafi się samemu ufać.

Bohaterowie stworzenie przez Virginię Boecker są bardzo różni. Nie ma dwóch jednakowych postaci. Może niektórzy są troszeczkę zbyt mało zarysowani, jednak mam nadzieję, że rozwiną skrzydła w kolejnej części. Bohaterem, który najbardziej zyskał sobie moją przychylność jest George. Poczucie humoru, odwaga, trochę błazenady i poświęcenie dla bliskich. Wiele postaci mogłabym opisać podobnie. Książka stworzona przez Boecker jest jedną z tych, w których można dostrzec większe wartości. Miłość, przyjaźń poświęcenie. Autorka stworzyła powieść, w której ścierają się ze sobą racje reformistów z panującymi prawami, w której intryga, zdrada i hipokryzja powodują wiele cierpień i strat. Muszę przyznać, że zakończenie wprawiło mnie w niemałe zaskoczenie. Jest świetnie przemyślane. Bohaterowie muszą się mierzyć nie tylko ze swoimi wrogami. Muszą stawić czoła swoim największym lękom. Przekonają się na własnej skórze, co to znaczy poświecenie. Lubię książki, w których mogę się trochę podenerwować na bohaterów. Wydaje mi się, że przez to postacie są bardziej rzeczywiste, niewyidealizowane. Tak było tym razem. 

Uważam, że Virginia Boecker stworzyła interesującą propozycję. Nie ma się wrażenia, że autorka pisze na siłę. Boecker wymyśliła opowieść osadzoną w alternatywnej historii XVIw. Zbudowała brutalny świat, w którym na pierwszy plan wysuwają się procesy czarownic. Autorka opowiada historię z perspektywy głównej bohaterki. Muszę przyznać, że ten zabieg wyszedł jej bardzo sprawnie. Wątek romantyczny w powieści jest bardzo subtelny. To również zaliczyłabym na spory plus. 

Podsumowując – książka okazała się równie ciekawa jak opis i recenzje z okładki. Mogłabym się pod każdą podpisać. Czekam na kolejną część. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku.

6

niedziela, 1 maja 2016

Piękna i Bestia w nowoczesnym wydaniu - Dwór cierni i róż


Lepiej umrzeć z uniesioną głową, niż płaszcząc się niczym nędzny robak. 

„Są dwa światy i ich jest dwoje…” Jedne z pierwszych słów jakie przyszły mi do głowy po zakończeniu powieści i zaczęciu pisania dla Was tej recenzji. Słowa piosenki doskonale wpisują się w klimat jaki stworzyła Sarah J. Maas w kolejnej swojej książce. 

Co zrobi dziewczyna nękana głodem i troską o zapewnienie przeżycia swojej rodzinie gdy przyjdzie jej się zmierzyć z nieśmiertelnym fae? Feyra przyrzekła dawno temu, że będzie dbać o swoją rodzinę. Dla niej jest w stanie zrobić wszystko. Kiedy podczas jednego z polowań zabija wilka nie wie jakie konsekwencje pociągnie za sobą ten czyn. Dziewczyna zostaje zmuszona do opuszczenia domu i wyruszenia do magicznej krainy – Prythianu. Do końca życia mam mieszkać na dworze zmiennokształtnego księcia Tamlina. Ma to być jej zadośćuczynienie. Nad krainą fae ciąży jednak tajemnicza plaga. Dziewczyna zostanie wciągnięta do brutalnego świta, którym rządzą zupełnie inne reguły. Czy Feyra będzie w stanie wyrzucić z siebie dawne uprzedzenia i lęki i sprzymierzyć się z potężnym księciem Dworu Wiosny?

Wszystko, co kocham, zawsze w końcu tracę. 

Dwór cierni i róż został porównany do baśni o Pięknej i Bestii. Cóż w książce Mass rzeczywiście motyw opowieści jest bardzo podobny. Dziewczyna opuszcza rodzinę i godzi się zamieszkać ze zmiennokształtną bestią. No dobra, nie dokończa bestią. Powiedzmy, że pod jedną postacią Tamlin rzeczywiście nie jest miłym futrzakiem, którego z chęcią każdy by pomiział, ale mimo wszystko pozostaje sobą i panuje nad swoimi dzikimi instynktami. Tak jak w Pięknej i Bestii Feyra może zdjąć klątwę z królestwa księcia. Bella kochała książki a nasza bohaterka uwielbia malowanie i prezentem dla niej ,nie jest biblioteka, a galeria z niezwykłymi obrazami. Na tym podobieństwa się kończą. Sarah J. Maas stworzyła całkiem nową wersję tak bardzo kochanej przez wszystkich baśni. 

Nie wstydź się nawet przez chwilę robienia tego, co przynosi ci radość. 

Co ta książka ma w sobie, że człowiekowi nie chce się od niej oderwać? Cóż przede wszystkim autorka stworzyła kompletną opowieść. Czytelnik poznaje historię plagi, zwyczaje fae i zagłębia się w świat Prythianu. Tu liczy się siła, przebiegłość i odwaga. Jak w tym świecie ma odnaleźć zwykła „człeczyna”? Cóż nie będzie to takie łatwe. Jednak Feyra już nie raz musiała sprostać przeciwnościom losu. Zgorzkniała w wieku dziewiętnastu lat i ma w sobie wiele nieufności. Jest jednak jedną z tych postaci, które lubi się od pierwszych stron powieści. Skrzywdzona w przeszłości, wyśmiewana i poniżana ma w sobie siłę by podnieść się i ruszyć dalej. Każde niepowodzenie ją wzmacnia. Nie jest jednak ze stali i miewa chwile słabości. Pewnie dlatego zyskuje wiele autentyczności. Każda z postaci, które wyszły spod pióra Maas jest niepowtarzalna. To świetnie wykreowani bohaterowie, wobec których nie można przejść obojętnie. Ich się kocha lub nienawidzi. Potrafią nieźle wkurzyć człowieka, ale także go rozbawić. Mnie osobiście bardzo ciekawi postać Luciena. Ten „chłopak” ma w sobie to „coś”. (Kobitki pewnie wiedzą o co mi chodzi :D )Ciekawe jak jego losy potoczą się w kolejnych częściach. W Dworze cierni i róż jest cała plejada intrygujących bohaterów: Feyra, Tamlin – mądry, dobry, zmagający się z przeszłością , niepokojący książę Rhysand, Lucien, Amarantha, Alis, czy Nesta. 

- Kocham cię - wyszeptał i pocałował mnie w skroń. - Kocham cię mimo cierni.

Wydaje się, że Sarah J. Maas jeszcze udoskonaliła swój pisarski warsztat. Stworzyła niesamowicie wciągającą opowieść z nietuzinkowymi bohaterami. Wiele ciekawych historii, zadry z przeszłości, pożądanie, namiętność, brutalność i intrygi. Czytając książkę nie ma się wrażenia, że cokolwiek jest wymyślane na siłę. Wątek miłosny niw wysuwa się na pierwszy plan. Wokół niego toczy się historia jednak to niebezpieczne przygody i walka o przetrwanie wiodą tu prym. Mam nadzieję, że autorka w kolejnych częściach nie zdecyduje się na trójkąt miłosny. To już byłaby zdecydowanie przesada. Jeśli Feyra zboczy z obranej wcześniej ścieżki, rzeczywiście będzie wtedy nędzną człeczyną. Czekam z niecierpliwością na dalszą cześć przygód. Jest to jedna z ciekawszych książek jakie ostatnio czytałam, jeśli nie najciekawsza. Liczę na to, że wydawnictwo się spręży i jak najszybciej wyda kolejną cześć Dworu Cierni i róż, która swoją premierę na świecie ma 3 maja br.


Na zakończenie mam dla Was zagadkę. Znacie odpowiedź?


Niektórzy szukają mnie przez życie całe, lecz nigdy się nie spotykamy,
Pocałunek zaś ofiarowuję tym, którzy nie depczą mnie swymi stopami.

Niektórzy mówią, że łaskami swymi obdarzam mądrych i gładkich,
Lecz me błogosławieństwo jest dla tych, którym nie brak odwagi.

Zazwyczaj me działanie zdaje się wszystkim darem cudnym,
Lecz wzgardzona staję się potworem do pokonania trudnym.

I chociaż każdy cios mój góry kruszyć by pozwolił,
Gdy zabijam, robię to bardzo powoli...
9

czwartek, 21 kwietnia 2016

Przyszłość czy przesłość... - Królowa Tearlingu – recenzja

Czy młoda dziewczyna wychowana z dala od królestwa, przepychu i problemów z jakimi musi zmierzyć się władca, będzie w stanie objąć tron i pokierować królestwem? 
Kelsea musi zawalczyć o swoje prawo do objęcia tronu. Na jej życie czyhają różne niebezpieczeństwa, z każdej strony czai się zło. Idea przyświecające Williamowi Tear’owi, odeszły w zapomnienie. Nie ma równości, liczy się potęga. Królowa Mortmesne podporządkowała sobie trzy królestwa i zmusiła je do przesyłania daniny w postaci ludzi. Czy dziewiętnastolatka znajdzie w sobie siłę, by przeciwstawić się czarownicy? Czy okaże się oczekiwaną, „PRAWDZIWĄ KRÓLOWĄ”, o której mowa w legendach, czy nieubłaganie zbliża się ku swojemu upadkowi?

Erika Johansen stworzyła bardzo ciekawy świat. Wyobraźcie sobie, że cywilizacja cofa się w rozwoju o setki lat. Ze świata nowoczesnego nie zostało nic. Samochody, medycyna, elektryczność nie istnieją. Z naszych czasów zostały tylko książki, a i ich jest niewiele. Nie zmieniło się jedno. Kościół nadal chce mieć kontrolę nad wszystkim - chce być wszechwiedzący i wszechmocny. Kraje jakie stworzyła autorka fascynują i przerażają jednocześnie. Z jednej strony chciałoby się żyć w Mortmesne – kraj zwycięzców, mentalność władców, ale, życie pod rządami czarownicy - dyktatora. Tearling z pozoru spokojniejszy, jednak może cię spotkać wzięcie do niewoli. Dla mnie wybór byłby trudny... Świat i rzeczywistość stworzone przez Erikę Johansen coraz bardziej intrygują czytelnika i sprawiają, że chce się więcej i więcej.

Z tym światem bardzo dobrze współgrają bohaterowie. Kelsea nie jest jedną z dziewczyn, która przechodzi jedną z tych wielkich przemian. To dziewczyna z krwi i kości. Wie czego chce. Ma swoje ideały i walczy o to, żeby wprowadzić jej w życie. Twarda sztuka, to chyba dobre określenie.
Dziewczyna nie jest wyidealizowaną lalką. Nie siedzi godzinami przed lustrem i nie stroi się w piękne stroje. Dla niej liczą się ludzie, a nie to jak ktoś wygląda, skąd pochodzi, czy jaką religię wyznaje. Kelsea jest odważna i to jest jej główna zaleta.

Bardzo ciekawym bohaterem jest na pewno Buława. Świetny rycerz z niebanalnym charakterem. Ta postać i jej historia oraz tajemnice sprawiają, że czytelnik najchętniej by się z nim nie rozstawał. Jego cięte wymiany zdań z Kelsea dodają autentyczności powieści.

Na uwagę zapewne zasługuje jeszcze postać Ducha. Kim jest ten tajemniczy mężczyzna. Jakie zagadki kryje ten zabójczo przystojny, bezkompromisowy i bezpośredni mężczyzna?

Odwaga, zdrada, zbliżająca się wojna i wiszące nad głową widmo przeszłości, trochę magii i nawarstwiające się zagadki – wszystko to sprawia, że książka wciąga czytelnika w świat stworzony przez Erikę Johansen. Głównym atutem powieści są zapewne bohaterowie, których autorka dopieściła pod każdym względem. Każdy jest osobną indywidualnością. Można się wczuć w sytuację w jakiej przyszło żyć młodej władczyni i mieszkańcom Tearlingu. Poczuć co czują prześladowani ludzie. Widmo porażek matki, zbliżający się najazd, walka ze szlachtą i kościołem to tylko nieliczne z problemów z jakimi musi się zmierzyć główna bohaterka. Wrogowie tylko czekają na jej błędy. Przyszłość, ale przeszłość. Co się stało w przeszłości, że utkwiliśmy jakby w średniowieczu? Polecam, polecam, jeszcze raz polecam :)


PS książkę czytam już drugi raz. Chciałam sobie jednak dokładnie przypomnieć co się w niej działo zanim sięgnęłam po drugą część Inwazja na Tearling. Wciąż jest ciekawa i wciąga czytelnika, że z chęcią przewraca się stronę za stroną. Czas podczas czytania płynie bardzo szybko. Kiedy czyta się ostatnie zdania chce się poznać dalszą część przygód naszych bohaterów. Teraz, zaraz, już. Także zostawiam Was teraz samych i zmykam czytać kontynuację ;)
4

czwartek, 31 marca 2016

Dziewczyna ognia i cierni – Rae Carson - recenzja


Opancerzam się, sercu każę być kamieniem.

Raz na cztery pokolenia jedna osoba zostaje wybrana. Otrzymuje Boski Kamień, a wraz z nim – wielkie zadanie. Sama musi jednak odkryć jakie. I udowodnić, że jest godna boskiego daru. Elisa została wybrana. Nie wie dlaczego. Jest tą gorszą z dwóch księżniczek. Tą, która nigdy nie dokonała niczego godnego uwagi. I nie wyobraża sobie, że w ogóle by mogła. W dniu swoich szesnastych urodzin zostaje oddana za żonę obcemu mężczyźnie. Wyjeżdża z rodzinnego kraju i nagle wychodzi na jaw, że ma wielu wrogów, którzy wiedzą o niej wszystko. Ona nie wie nic. Musi znaleźć w sobie siłę, aby spełnić proroctwa o wielkości. Jeśli jej się nie uda – zginie młodo. Jak większość wybrańców.

Mieliście kiedyś takie uczucie, że coś wam nie gra, ale nie do końca wiecie co? Miałam tak czytając debiutancką powieść Rea Carson. 

Historia mimo że podobna do innych w młodzieżowym nurcie fantasty, zaskakuje świeżością. Autorka umieściła swoją powieść w czasach średniowiecza. Ukazała fanatyzm religijny i walkę o władzę. W ciekawy sposób przeplatała wątki przygodowe z elementami magii. Widać, że doskonale przemyślała swoją opowieść, bo nie ma w niej żadnych większych niedociągnięć czy nieścisłości. Liczne wzmianki historyczne dodają jej autentyczności. 

Główną bohaterką Dziewczyny ognia i cierni jest szesnastoletnia Elisa, która została wybrana przez Boga i nosi jego Boski Kamień. Niezdarna, nieporadna i niezbyt ładna jednak bardzo inteligentna. Wydana za mąż dla dobra królestwa, trafia do obcego świata. Jakby tego było mało dziewczyna ma do wypełnienia wielką misję. Nie wie jednak co to za zadanie. Zostaje porwana i zmuszona do wyczerpującej przeprawy przez pustynię. Trafi w ręce wroga. Chcąc nie chcąc będzie musiała zmienić swoje dawne przyzwyczajenia jeśli chce przeżyć. Jej zmiana jest diametralna – obrót niemal o 360 stopni. Elisa staje się zaradna, gotowa do poświęceń, pewna siebie i zawzięta. Nie zostaje nic z zakompleksionej i puszystej nastolatki.

Na uwagę z pewnością zasługuje postać Cosme. Na pierwszy plan wysuwa się siła psychiczna dziewczyny. To postać, która, mimo ze jest złośliwa, intryguje czytelnika. Ciekawymi postaciami są też mały Rosario czy lord Hector. 

Mam wrażenie, że autorka tak bardzo chciała, by jej powieść była dopracowana w sposób merytoryczny, że ucierpiały na tym emocje, które starała się pokazać. W pewnym momencie ma się wrażenie, że Elisa nie lęka się niczego. Kompletnie niczego, co jest trochę denerwujące zważając na to jaka była na początku powieści. Z resztą to tyczy się całej historii, a nie tylko postaci Elisy. 

Historia jednak zasługuje na pochwałę. Napisana ciekawym językiem, przemyślana i dopracowana. Nie ma wielkich udziwnień, ani niezrozumiałych słów. Czyta się szybko, jednak pozostaje niedosyt (przynajmniej ja go mam). 
8

piątek, 25 marca 2016

Ember in the Ashes. Imperium Ognia – Sabaa Tahir – recenzja


Życie składa się z wielu momentów, które nic nie znaczą. A potem któregoś dnia nadchodzi chwila, która wpływa na wszystkie dalsze wydarzenia.


Co się stanie, kiedy urzeczywistnią się zjawy z plemiennych legend? Czy podbity lud będzie w stanie wyrwać się spod rządów ciemiężców? Czy najlepszy, najwierniejszy żołnierz może okazać się zdrajcą? Kim są Maski? Honor, miłość, lojalność, poświęcenie… Czy są jeszcze coś warte w brutalnym świecie?

Lepszy lód niż ciepło. Lepsza siła niż słabość.

Sabaa Tahir wykreowała świat, w którym rządzi się silną ręką. Potężne imperium Scholarów zostało podbite przez, można by rzec, dość prymitywny naród Wojan, który jednak potrafił świetnie walczyć. Mądrość kontra żelazo. W tym starciu zwyciężyła siła. Los Scholarów nie jest łatwy. Nie ma uczciwych procesów, częste naloty na domy nie ułatwiają życia, dodatkowo nie mogą oni obchodzić swoich świąt i czcić tradycji. Z dawnej świetności nie zostało wiele. Światem rządzą potężne Maski. Wyselekcjonowani żołnierze, najwierniejsi, najbardziej bezwzględni wojownicy Imperium. W powieści poznajemy ich świat. Drogę jaką muszą przejść, ucząc się w Akademii by zostać pełnoprawnymi Maskami. To tam pojawia się dziewczyna, która zrobi wszystko by ocalić brata. Czy uda jej się przetrwać pośród bezwzględnych okrutników?

Całe piękno gwiazd jest niczym, kiedy życie na ziemi jest tak podłe.

Świat, który stworzyła Tahir jest dopracowany i nie ma w nim luk. Młoda pisarka, w swoim debiucie, w ciekawy sposób przeplata codzienną rzeczywistość ze światem magii i baśni. Nie ma może tu zbyt wiele historii, jak narodziło się Imperium Wojan i w jaki sposób podbili oni Scholarów, jednak zarys ogólny jest znany. Jak na razie, to wystarczy. 

Bardzo polubiłam Eliasa, który jest bohaterem niejednoznacznym. Samotny wśród przyjaciół. Inny. Chłopak, który chce być wolny, ale jednocześnie pragnie kierować się wpojonymi mu wartościami. Widzi wady w otaczającym go świecie, kwestionuje decyzje i powszechne „prawdy”. Wyszkolony na zabójcę, wychowany wśród plemienia, które nauczyło go dobroci. Kim jest chłopak, który nosi jedno z najpotężniejszych nazwisk w całym Imperium?

Pole bitwy to moja świątynia.
Czubek miecza jest moim kapłanem.
Taniec śmierci jest moją modlitwą. 
Kończący cios wyzwoleniem.

Nie wiem natomiast co sądzić o Lai. Z jednej strony dąży do celu, z drugiej jednak obawia się swojej przeszłości i poniekąd niszczą ją wspomnienia o rodzicach. Dziewczyna ma niskie poczucie własnej wartości. Obwinia się, że nie jest taka jak matka. Z kolejnymi stronami możemy jednak dostrzec, że jej determinacja rośnie, że jest odważna i skora do poświęceń. Nie lęka się upokorzenia, pobicia czy prześladowań ze strony Masek, byle tylko ocalić ostatnią żyjącą osobę ze swojej rodziny. Nie podejmę się teraz jednoznacznej oceny tej postaci. Zobaczę jak Sabaa Tahir dalej pokieruje historią w kolejnej części. 

Z pewnością na uwagę zasługuje postać Komendantki. Czarny charakter, to zdecydowanie zbyt lekkie określenie jeśli chodzi o Keris Verturii. Kobieta nie miała łatwego dzieciństwa, niedoceniana przez ojca, mimo że była najlepszą adeptką, zawsze pozostała gdzieś na uboczu. Gorsza niż mężczyźni, gorsza nawet od swojego syna – bękarta. Potwór w ciele kobiety. Tak, to chyba trafne określenie… 

Nie wszyscy Wojanie to jednak bezduszni wojownicy, którzy czują, że świat należy do nich. Są też tacy, którzy czują się winni za to, co zrobili i nadal robią ich rodacy.

Są dwa rodzaje przewinień. Te, które ciągną cię na dno i czynią bezużytecznym, oraz te, które pobudzają do działania. Niech twoje winy dadzą ci energię. Niech przypomną ci, kim chcesz być. Wyznacz sobie granice. I nigdy więcej ich nie przekraczaj…

Zdrada i wolność. Wydaje mi się, że obydwa te słowa dobrze nawiązują do całości historii. Plusem powieści jest to, że autorka nie wykorzystała tylko motywów znanych z innych powieści młodzieżowych. Osadziła powieść w czasach kiedy walki toczono na miecze, gdzie wielką rolę odgrywała dyscyplina i honor. Mimo brutalności świata, w którym żyją nasi bohaterowie, Sabaa Tahir ukazała, że ważne są przyjaźń i miłość. 

Tahir sprawiła również, że czytając książkę złościmy się na bohaterów, na ich postępowanie, naiwność czy głupie decyzje. Powieść z rozdziału na rozdział, coraz bardziej zaciekawia czytelnika. Żyje się przygodami naszych bohaterów i chce się coraz więcej i więcej. Książkę czyta się naprawdę szybko, a napięcie sięga zenitu. Oby autorka sprostała wyzwaniu i stworzyła kontynuację równie ciekawą jak Ember in the Ashes. Imperium Ognia. Czekam z niecierpliwością i zachęcam wszystkich do przeczytania tej nieszablonowej powieści. 
6

sobota, 19 marca 2016

Życie i śmierć – Stephenie Meyer - Zmierzch opowiedziany na nowo - recenzja

Jeśli los jego jest niezwykły, to i wspaniały zarazem. 
Juliusz Verne 

Od dnia, w którym Beaufort Swan przeprowadza się do miasteczka Forks i spotyka tajemniczą Edythe Cullen, jego życie przybiera niesamowity obrót. Chłopak nie potrafi oprzeć się fascynującej Edythe, obdarzonej alabastrową cerą, złocistymi oczami i nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Nie wie, że im bardziej się do niej zbliża, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo. Być może jest za późno, by się wycofać…

Z okazji 10. rocznicy wydania Zmierzchu Stephenie Meyer stworzyła Życie i śmierć – zupełnie nową, zdumiewająco śmiałą wersję legendarnej już powieści, wersję, która z pewnością zaskoczy i zachwyci czytelników. To podwójne wydanie jubileuszowe zawiera słowo wstępne autorki oraz pierwotną powieść. [Publicat]

Polemizowałabym ze stwierdzeniem – zupełnie nową – powieść. Zdecydowana większość historii nie została zmieniona. Stephenie Meyer, jak sama podkreśla ma wielki dystans to tej książki i napisała ją dla żartu. Sama wytyka sobie błędy, jakie popełniła przy pisaniu Zmierzchu. Była ciekawa i poniekąd chciała się przekonać, jakby wypadła zamiana ról. Co się stanie gdy każdy – no niemal każdy – z bohaterów zmieni płeć?? Czy wyjdzie z tego powieść bardziej groteskowa, komiczna i jeszcze bardziej odrealniona? Plus dla Stephenie za zostawienie Charliego, Charliem. 

Zmienia się kilka sytuacji, które wynikają z tego iż Beau jest chłopakiem. Cóż, sami przyznacie, że dziwne by było, gdyby ktoś chciał zgwałcić naszego głównego bohatera… Niektóre wątki zostały pominięte. Część poprawek wyszła na dobre, inne są przejaskrawione.

Beau nie jest zapewne tak irytujący, jak bywała Bella. Nie ma wiecznych pretensji do całego świata, chociaż wydaje się jeszcze bardziej nakręcony na Edythe niż jego pierwowzór na Edzia (tak, wiem, że wydaje się to niemożliwe). Nie jest wyjętym z pierwszych okładek modelem. To pozbawiony dobrej koordynacji niezdara, czasem zagubiony, niezbyt pewny siebie, mający niską samooceną. Jest jednak bardziej stanowczy od Belli i pokusiłabym się o stwierdzenie, że bardziej asertywny. Mimo że nie jest typowym macho, ma wokół siebie wianuszek wielbicielek. Minus – jaki chłopak mówi bez żadnych zahamowań o swoich uczuciach?! Plus – przerywanie wypowiedzi w połowie i niedopowiadanie dalszej części. (Zawsze mnie zastanawia dlaczego dużo facetów, tak robi. Wiecie, to naprawdę wkurzające…)

Edythe jest bardziej otwarta niż jej męski odpowiednik. Nie stroni tak bardzo od kontaktu fizycznego. Częściej flirtuje i jest "śmielsza". Piękna, mądra, uzdolniona – jednym słowem – superwoman. Edythe jest jednak świadoma swoich wad. To postać bardziej ludzka niż Edward – nie aż tak bardzo nierzeczywista.

Dziwne są jednak sytuacje, kiedy z ust, drobnej, słodkiej i z pozoru niewinnej dziewczyny, padają śmiertelne groźby pod adresem gangu… Albo gdy Beau siedzi jej na barana… 

Bardzo podobała mi się alternatywna historia Volturi. Muszę przyznać ciekawie, ciekawie… Co do alternatywnego zakończenia. Z jednej strony oczywiste, z drugiej zaskakujące. Czy Beau będzie równie „stateczny” w uczuciach jak Bella? Jak zniesie gorycz rozstania? 

Podsumowując – kobiety górą :D Zmierzch, to nadal Zmierzch. Wampiry, wilkołaki, niemożliwa miłość. Niby nie zmieniło się tak wiele, a jednak powieść zrobiła się inna.
32

piątek, 4 marca 2016

Każdego dnia - David Levithan - recenzja


Miałam pewne opory przed sięgnięciem po Każdego dnia. Już dość długi czas stała w mojej biblioteczce i czekała na swoją kolej. No i się doczekała… Wydawało mi się, że nie może być nic ciekawego w książce, w której każdego dnia człowiek znajduje się w innym ciele, że będzie to płytka historia i typowe głupie przeżywanie nastolatka, które nie wniesie nic ciekawego ani nie zaintryguje czytelnika. Cóż… Myliłam się… Bardzo.

A każdego dnia zamieszkuje inne ciało. Zawsze swojego równolatka. Nie ma znaczenia, czy chłopaka czy dziewczyny. Pogodził się już z takim życiem. Nie zna innego. Nie wie czy następnego dnia obudzi się w tym samym mieście, czy może kilkaset kilometrów dalej. Kim będzie? Nie może w żaden sposób tego przewidzieć. Pewnego dnia budzi się ciele Justina i wtedy wszystko się zmienia. Rhiannon – dziewczyna chłopaka, którego ciało właśnie zamieszkuje, budzi w nim uczucia, jakich nigdy wcześniej, jako on sam nie doświadczył. Dla niej jest w stanie łamać wszelkie reguły, nakazy i zakazy, byle tylko z nią być. Czy taki związek jest możliwy? Czy A rzeczywiście jest taki wyjątkowy jak mu się wydaje? Czy będzie w stanie poświęcić się dla dziewczyny, którą pokocha?

Książka potrafi poruszyć czytelnika. A (bo takie imię nosi nasz główny bohater) jest postacią bardzo tragiczną. Nie zna swoich rodziców ani rodziny. Nikt nie czytał mu na dobranoc, nie rozumiał jego obaw i strachów. Nikt go nie znał. Wszyscy myśleli, że to ich dzieci, a nie ktoś inny. Nie ma przyjaciół, nie ma swojego domu… Żyje życiem ludzi, których w danej chwili zamieszkuje. Gdy nareszcie znajduje kogoś, z kim z całego serca chciałby być, dzielić troski i radości, okazuje się to niemożliwe… Jak może przetrwać związek z osobą, która każdego dnia jest kimś innym?

A to bohater, którego człowiek mimowolnie lubi. Jest inteligentny, ma ciekawą osobowość. Nie ocenia ludzi. Jest dobrą osobą, która stara się jak tylko może, nie ingerować i nie zmieniać życia osoby, którą obecnie „odwiedził”. Czy jednak on również nie zasługuje na normalne życie?

A dostaje możliwość pozostania w ciele osoby, którą zamieszkuje. Czy skorzysta z okazji?

Muszę przyznać, że nawet nie denerwuje mnie za bardzo wątek miłosny. Niby uwaga skierowana jest na niego, jednak dla mnie został on jakoś w tyle :) Miłostki szesnastolatków...

Autor porusza w książce trudne społecznie kwestie. Nie boi się być „kontrowersyjnym” (jak zapewne niektórzy uznają). Miłość to miłość. Nieważne kogo dotyczy. 

Kończąc książkę odczuwam dziwny smutek. Każdego dnia sprawia, że człowiek rzeczywiście dostrzega coś, co wcześniej wydawało się takie oczywiste. Docenia rodzinę, przyjaciół, znajomych, psa. Docenia wspaniałe chwile i kłótnie. Okazuje się, że tak przyziemne rzeczy będące codziennością, mogą okazać się tak niezwykłe i drogocenne. Jak byśmy się czuli gdybyśmy nie mieli nic… Każdego dnia byli kimś innym?

Zachęcam Was do sięgnięcia po książkę. Naprawdę warto.
PS tak mi się skojarzyło, to Wam wrzucam :D







12

niedziela, 28 lutego 2016

Wiedźma z lustra - Maggie Stiefvater – recenzja



Serce tchórza nie jest żadną nagrodą, lecz dzielny człowiek zasługuje na swój lśniący hełm.

Był Wirujący seks to teraz przyszedł czas na Wiedźmę z lustra. Dlaczego Uroboros zdecydowało się na zmianę tytułu Blue Lily, Lily Blue właśnie na Wiedźmę z lustra? Tego nie wiem i przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem taki zabieg. Oryginalny tytuł świetnie komponował się z okładką, która trzeba przyznać jest niesamowita. Świetnie nawiązuje do treści i odzwierciedla zagadkę, którą stworzyła Maggie Stiefvater. Po przeczytaniu książki cały czas zastanawiam się „co wydawnictwo miało na myśli”.

Ale przechodząc już konkretnie do samej powieści. Maggie Stiefvater nie skupia już większości uwagi na Ronanie jak w przypadku poprzedniego tomu. Książka jest bardziej „ogólna”, chociaż na pierwszy plan znów wybija się postać Blue. Plus dla autorki za wspomnienie o Polsce (w dobrym kontekście). 

Historia toczy się lepiej. Blue Sargent wraz z przyjaciółmi z elitarnej, męskiej szkoły – Adamem Parrishem – obdarzonym magicznymi zdolnościami i mającym więź z tajemniczym lasem, Ronanem Lynchem – chłopakiem potrafiącym wynosić przedmioty ze swoich snów, Noahem Czernym – duchem zamordowanego na linii mocy chłopaka i Ganseyem – liderem grupy, którego dziewczyna kocha, ale do którego nie powinna żywić uczuć, bo to niebezpieczne. Po zniknięciu matki dziewczyny, jej odnalezienie staje się celem nadrzędnym. Tajemnicza notatka zostawiona przez kobietę, wcale nie pomaga: Glendower jest pod ziemią. Ja również. Bohaterowie dostają również ostrzeżenie, że śniącym jest nie tylko Król Kruków – Glendower. Śniących jest trzech. Jednego mogą obudzić, kolejnego w żadnym wypadku im nie wolno, a co z trzecim? Tego niestety nie wiadomo. Pojawiają się nowi bohaterowie, którzy wnoszą do powieści jeszcze więcej zagadek. 


Dwa to okropna liczba. Wiąże się z rywalizacją, walkami i morderstwami.
- Albo małżeństwem – rzekł Adam zastanawiając się nad tym.
- Jedno i to samo – odparła Persefona.


Autorka dodatkowo ubogaca swoją powieść w zabawne żarty sytuacyjne.


- Jezu Chryste – jęknął Gansey, świadomy wszystkich swoich włosów stających dęba i obydwu jąder chowających się do jamy brzusznej.

Jednak niezbyt często mamy powody do radości. Bohaterowie muszą zmierzyć się ze stratą bliskiej sobie osoby. Sytuacja też nie rysuje się w zbyt różowych barwach. Walijski król czeka. Czekają też inni śpiący. Co się stanie jeśli powstanie ten, który miał spać?

Maggie Stiefvater doskonale przeplata świat magii i real. W ciekawy sposób kreuje kolejne przygody i stopniowo podnosi napięcie. Możemy dodać kilka pytań do listy zagadek i tajemnic. Wiedźma z lustra jest ciekawsza od Złodziei snów. Mimo że nie pojawia się tu zbyt wiele nowych wątków, książka z pewnością przypadnie do gustu wielbicielom serii. Małe miasteczko nadal jest klimatyczne a sieć intryg się zacieśnia. Śmierć, zemsta, opętanie i powroty z zaświatów. Jak skończą się przygody piątki naszych bohaterów? Tego dowiemy się w ostatniej części cyklu, która swoją światową premierę ma 26 kwietnia br.
0

piątek, 26 lutego 2016

Czas Żniw - Samantha Shannon - recenzja



Paige Mahoney wkracza do akcji.


Nadzieja to jedyna rzecz, która może jeszcze wszystkich nas ocalić.

Londyn. Rok 2059. Nigdzie nie jest bezpiecznie. Nie dla ludzi takich jak Paige. Dziewczyna posiada umiejętności, za które karą jest więzienie lub śmierć. Pracuje w podziemiu, dla jednego z mim-lordów Jaxona Halla. Jasnowidzami – tym są ludzie wyjęci spod prawa. Paige jest jedną z najpotężniejszych z nich – Bladą Śniącą – śniącym wędrowcem. Zostaje schwytana i wysłana do kolonii karnej – Szeolu, gdzie styka się ze światem, który trudno sobie wyobrazić. Poznaje tajemniczą rasę, rasę Refaitów, która tak naprawdę pociąga za sznurki i rządzi całym Sajon Londyn. Jest więźniem i niewolnikiem, rebeliantem i nadzieją na zwycięstwo. Jej panem zostaje tajemniczy Naczelnik, skrywający liczne tajemnice. Trenuje ją i chroni przed innymi, sobie podobnymi. Czy Paige uda się odzyskać wolność? Czy w świecie, gdzie śmierć i kalectwo są na porządku dziennym dziewczyna zdoła przetrwać i walczyć o to co ważne?

Zastanawiałam się czy literatura fantasy (dla młodzieży) zdoła mnie jeszcze czymś zaskoczyć. Muszę przyznać, że przeżyłam bardzo miłą niespodziankę. Samantha Shannon stworzyła dzieło nowatorskie i zaskakujące. Wykreowała świat w sposób tak rzeczywisty, że bez problemu można sobie wyobrazić, że jest się tam razem z Paige czy Naczelnikiem, że razem z nimi przeżywa się przygody. 

Jednak otwarcie powiem, że początki bywają trudne. Książka Shannon to najlepsza powieść jaką czytałam w ostatnim czasie, jednak jest ona dość ciężka. Pierwsza połowa, mimo że ciekawa i intrygująca jest bardzo specyficzna przez liczne, trudne określenia, których używa autorka. Trzeba się do nich przyzwyczaić i dobrze zapamiętać żeby sprawnie czytać powieść. Słowniczek okazuje się przydatny jak nigdy dotąd. Shannon jednak stopniowo buduje napięcie i nie pozwala mu opaść. Cały czas w powietrzu czuje się niepewność i oddech śmierci. Akcja jest dynamiczna, opisy zawarte w książce oddają klimat powieści i sprawiają, że jest ona niesamowicie wręcz realistyczna (pomimo że oddalona o 50 lat). 

Niby schemat się powtarza i nie jest to nic bardzo innowacyjnego: dziewczyna obdarzona nadprzyrodzonymi zdolnościami, dystopia, uwięzienie i walka o przetrwanie. Shannon jednak potrafiła stworzyć dzieło nieprzewidywalne i inne od podobnych w tej kategorii. Dzieło od którego trudno się oderwać. 

Ja sama, czytając opis książki, nie byłam przekonana do jej kupna. Stwierdziłam, ze znów to samo…. Czy nie można wymyślić czegoś nowego, tylko powielać utarte schematy. Kupiłam ją tylko dlatego, że była promocja 3 za 2 i brakowało mi pomysłu na 3 książkę. Możecie sobie wyobrazić moje zdumienie, kiedy się okazało, że przeczytane wcześniej opinie rzeczywiście okazały się prawdziwe i w żaden sposób naciągane. Pokochałam bohaterów wykreowanych przez autorkę. Widać, że ich postacie są bardzo dokładnie przemyślane i reprezentują sobą „coś więcej”. Okrutna Nashira, tajemniczy Naczelnik, czy charyzmatyczna i inteligentna Paige. Refaici sprawiają, że mam gęsią skórkę, a czytając o Szerszeniach mam ochotę zakopać się pod kołdrę, udawać, że mnie nie ma i najchętniej spod niej nie wychodzić. 

Wielowątkowa fabuła i cięte riposty bohaterów sprawiają, że trudno oderwać się od lektury.

- Jak się czujesz? - zapytał.
- Pieprz się.
Jego oczy zapłonęły.
- Widzę, że lepiej.

Oryginalne pomysły, ciekawy styl i wyjątkowi bohaterowie. Czego chcieć więcej. Powieść Shannon jest po prostu fenomenalna. Czytelnik nie chce się od niej oderwać, a po zakończeniu lektury, trudno mu się pogodzić z jej końcem. Pocieszający jest fakt, że autorka zapowiedziała siedem części cyklu Czasu Żniw. Prawa do ekranizacji zostały sprzedane jeszcze przed publikacją książki, a to już powinno coś znaczyć. Mam nadzieję, że twórcy filmu nie zepsują tak genialnej fabuły i dokładnie odzwierciedlą 520 stronicowe dzieło Shannon. 

Czas Żniw to naprawdę niezapomniana i wspaniała przygoda, która odkrywa przed czytelnikiem Londyn z przyszłości. Mroczna historia kraju, tajemnicze rasy toczące ze sobą walki, duchy (nie zawsze takie przyjazne jak ten na zdęciu – częściej wredne poltergeisty), jasnowidzowie i ślepcy. Akcja gna z zawrotną szybkością, tajemnice się nawarstwiają a intrygi powalają złożonością. Jedno jest pewne - czytając tą powieść na pewno się nie znudzisz. Po skończeniu Czasu Żniw czułam wielki smutek i pustkę, że to już koniec historii (przynajmniej chwilowy, bo nie miałam jeszcze drugiego tomu). Problemy ukazane w książce skłaniają również czytelnika do refleksji. Odwaga, walka o przetrwanie i pozostanie wiernym własnym ideałom oraz miłość (która jest wątkiem pobocznym), to wszystko co można tu odnaleźć. Czytelnik chce więcej, więcej i więcej. Z niecierpliwością czekam na dalsze przygody Paige i jej przyjaciół. Chciałabym częściej trafiać na takie książki. Życie byłoby ciekawsze i jeszcze bardziej pełne niespodzianek. Tak więc: Shannon do pisania, bo ja tu czekam :D
7

czwartek, 25 lutego 2016

Niedoceniona Trylogia Moorehawke


Niektórzy ludzie są niewolnikami nie tylko ciałem, lecz także duszą.



Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o serii, która według mnie jest strasznie niedoceniana. Z książkami, które opiszę spotkałam się kilka lat temu. Myślałam, że zyskają podobną popularność do takich hitów jak Zmierzch czy Niezgodna. Czekałam, czekałam, czekałam i nic. Cisza. Fanpage książki na fb ma zaledwie 52 polubienia. Ale przechodząc do rzeczy – książki o których Wam opowiem to Trylogia Moorehawke - Celine Kiernan. Autorka osadziła historię w realiach średniowiecza. Ale ale… Nie zniechęcajcie się. To tylko dodaje jej uroku. Trochę dworskich intryg, wydziedziczony książę pragnący władzy, dobry samarytanin, świat na krawędzi wojny, handlarze niewolników, haremy i wiele więcej. 


Główną bohaterką Zatrutego tronu jest piętnastoletnia Wynter, córka Obrońcy Tronu. Dziewczyna wraz z ojcem przez kilka lat przebywali na Północy i po powrocie w rodzinne strony czeka ich przykra niespodzianka. Nie ma już królestwa które znali i kochali. Czy król zwariował? Dobry i litościwy władca powrócił do zwyczajów swojego ojca. Wróciły KLATKI. Co się stało z prawowitym następcą tronu? Dlaczego ma zostać wymazany z kart historii jeszcze za życia? Wynter musi odnaleźć w sobie odwagę, by sprostać wymaganiom ojca i króla. Czy uda jej się odkryć przyczyny zmian jakie zaszły podczas jej nieobecności? Dla dziewczyny jest to szczególnie trudne, ponieważ królewscy synowie byli dla niej jak bracia. A teraz ma zapomnieć o jednym z nich. 
Zamach stanu, próba morderstwa królewskiego syna (tego z nieprawego łoża), tortury, tajemnice i intrygi. To tylko pierwsza część tej wspaniałej historii. 

Drugi tom Królestwo cieni jest jeszcze lepsza niż jej poprzedniczka. Bolesna strata, tajemnicze plemię Merronów, i nikczemna księżniczka planująca zdetronizować ojca. Pradawne rytuały, krwawe sceny i psy niczym bestie z koszmarów oraz okrutni handlarze niewolników.

Każdy człowiek (...) ma swoją wytrzymałość. Kiedy wszystko, co kocha, i wszystko, co nadaje sens jego życiu i sprawia, że jest tym, kim jest, zostaje mu odebrane, zniszczone, znika w płomieniach jak sucha drzazga. Człowiek dochodzi do wniosku, że ma już tylko jeden wybór. Może zdecydować, kiedy i w jaki sposób umrze.

Nie sposób się nudzić. Akcja nie zwalnia tempa. Autorka ubogaca wszystko w opisy przyrody, które nie nudzą, a dodatkowo dodają powieści autentyczności. 

W Zbuntowanym księciu odkrywamy odpowiedzi na wszystkie nurtujące zagadki i tajemnice. Mimo że tempo akcji spada wciąż wiele się dzieje. Dokładniej poznajemy życie obozowe, plany tytułowego księcia i stajemy „twarzą w twarz” z wrogami naszych bohaterów. (Tak na marginesie są wspaniali. Nie ma tu płytkich postaci. Wynter nie płaczę, bo złamał jej się paznokieć czy musi jeść czerstwy chleb. Razi to dobrotliwy lekarz, który potrafi pokazać charakter, a Christopher, to Christopher. Nie sposób go nie kochać.)

No i wpadłam po uszy. Pisząc dla Was ten tekst znów naszła mnie ochota przeczytania całej serii. Znowu… Tak mało czasu, tak dużo książek do przeczytania… 

Wracając jednak do sedna. Książkę polecam głownie dla młodzieży. Nie nadaje się jako lektura dla dzieci. Powinna spodobać się także niektórym dorosłym (podsunęłam mamie i bardzo ja polubiła). 

Kończę cytatem mając nadzieję, że przekonałam Was do sięgnięcia po książki, bo przecież:

Słowa bywają groźniejsze od miecza.

0

środa, 24 lutego 2016

Harry Potter – niszczy dziecięce umysły czy uczy wartości?





Niedawno znów spotkałam się ze stwierdzeniem, że Harry Potter może zniszczyć dziecięce umysły. Przecież w książce są duchy i aż kipi z niej czarna magia oraz – o zgrozo – satanizm. 

To prawda, że świat stworzony przez J. K. Rowling skupia się na życiu czarodziejów. Jednak czy pisarka tak bardzo oderwała go od realnej rzeczywistości? 

Pewien czas temu w mediach zawrzało po opinii Benedykta XVI, będącego wówczas jeszcze kardynałem. Dobrze, że wyjaśnia pani sprawę Harry'ego Pottera, ponieważ jest to subtelne uwiedzenie, które oddziałuje niepostrzeżenie, a przez to głęboko, i rozkłada chrześcijaństwo w duszy człowieka, zanim mogło ono w ogóle wyrosnąć. Po takich słowach wielu przeciwników zyskało asa w rękawie. Jeśli osoba tak wysoko postawiona w hierarchii kościoła ostrzega przed zgubnymi skutkami Harrego Pottera, to coś w tym musi być, prawda? Jak się później okazało, Joseph Ratzinger nie przeczytał książek o przygodach młodego czarodzieja. Czy więc taka opinia może być wartościowa? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami. 

Inny ksiądz powiedział tak: Magia symboliczna jest obecna w literaturze od dawna i ma za cel ukazanie walki dóbr ze złem – np. u Tolkiena. W H. Potterze mamy do czynienia z magią dosłownie – uczeniem zaklęć, numerologią itp. a to juz jest szkodliwe i rozbudza faktyczne wejście dzieci w okultyzm. Odwołał się w ten sposób do krytyki, która go spotkała po wrzuceniu filmiku inspirowanego na Gwiezdnych Wojnach. 

To, co robi Potter w świetle Pisma Świętego, nazwane jest "nierządem", "cudzołóstwem". Jak mówi poświęcona magii Nota duszpasterska konferencji biskupów Toskanii - jest to "prostytucja duchowa", będąca zdradą Boga. […] Moja książka o Harrym Potterze zawiera rozdział: Czy Rowling jest czarownicą? Kończy się on następująco: Rowling ma większą wiedzę na temat magii niż przeciętna współczesna czarownica. Nie wiem, czy jest czarownicą. Wiem jedno, że gdyby czarownica pisała książkę dla dzieci i młodzieży, napisałaby podobną, jeżeli nie identyczną powieść. (Dr.Stanisław Krajski)

Ostatnia opinia skłoniła mnie do zastanowienia - w jakim okresie żyję… To jeszcze XXI w. czy jednak średniowiecze?

Budujące jest to, że nie wszyscy duchowni traktują Harry’ego Pottera jak zło wcielone. Bardzo kontrastujące z powyższymi opiniami są wypowiedzi ojca Adama Szustaka. Ojciec Adam porównuje historię Harrego do ewangelii. Całość wypowiedzi można obejrzeć w odcinku Kundla Przydrożnego.

Było o negatywnym wpływie, to teraz trochę o wartościach, jakie otwarty umysł dostrzeże w serii o Harrym Potterze. W sieci możecie znaleźć 10 argumentów przeciwko książce, ja podam Wam 10 za. 

1. Miłość – najpotężniejsza siła mogąca stawić czoła złu.

2. Przyjaźń – pokazanie, że prawdziwi przyjaciele pozostają na zawsze. Mimo przeciwności losu, różnicy charakterów czy też poglądów zawsze można znaleźć w nich oparcie i pomoc. 

3. Wiara na przekór wszystkiemu – kiedy już wszystko wydaje się stracone, zawsze pozostaje nadzieja. Walka do ostatnich sił mimo bycia skazanym na porażkę. 

4. Równość i tolerancja – walka o równość dla wszystkich, nie tylko czarowników i czarownic, ale również mugoli czy magicznych stworzeń. 

5. Poświęcenie się dla innych. 

6. Możliwość powrotu na ścieżkę dobra – idealny przykład Severus Snape…

7. Wartości – nie pieniądz jest najważniejszy – nie liczy się to, ile człowiek ma pieniędzy, czy jakie jest jego pochodzenie tylko to, jaki jest i co sobą reprezentuje.

8. Wierność ideałom – miłości, przyjaźni, wierności, lojalności, poświęcenia dla innych (nawet kosztem siebie), odpowiedzialności za swoje czyny i podejmowane decyzje. 

9. Świadomość wyboru własnej drogi – nikt z góry nie jest przegrany, każdy jest panem swojego losu, może przezwyciężyć własne słabości i przeciwności życia, ważne są odwaga, samodyscyplina i sprawiedliwość.

10. Łączenie ludzi niezależnie od wieku, kultury czy poglądów politycznych.

I, już prawie na koniec, krótkie nawiązanie do duchów w Harrym Potterze. Nie są złe, nie sprawiają, że czytelnik nie może zasnąć, ma koszmary czy krzyczy po nocach. Kibicują dobru lub są neutralne, co więcej - włączają się do, z pozoru przegranej, bitwy ze złem. To postaci, które zostały na ziemi, ponieważ miały niedokończone sprawy, nie potrafiły poradzić sobie z własną śmiercią, ze zdradą lub wyrzutami sumienia. To z całą pewnością pozytywni bohaterowie opowieści. 

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem wielką fanką serii o przygodach młodego czarodzieja. To książka mojego dzieciństwa. Dorastałam wraz z Harrym, Hermioną i Ronem (choć byli ode mnie kilka lat starsi), przeżywałam ich radości i smutki, buntowałam się, śmiałam i płakałam (bo w książce jak w życiu – zdarzało się cierpienie, a nawet utrata bliskich). Mimo że przygodę z Harrym zaczęłam jako siedmiolatka, nie czuję, by mój umysł w jakikolwiek sposób ucierpiał. Już wtedy wiedziałam, że w świecie Harrego mogę się znaleźć wyłącznie dzięki cudownej sile wyobraźni, tej samej, która pozwalała mi tworzyć kolorowe rysunki czy barwne opowieści. Tylko tyle i zarazem aż tyle… Szkoda, że niektórzy dorośli zapomnieli, jak to jest być dzieckiem… Przykre też, że umieją zauważyć tylko dosłowne znaczenia i zupełnie nie potrafią dostrzec metafory.


PS tekst o Lordzie Voldemorcie znajdziecie tutaj! (tak bardziej z psychologicznego punktu widzenia)

8

wtorek, 23 lutego 2016

Królowa Cieni - magia wkracza do gry. [PRZEDPREMIEROWO]


Seria Szklany Tron na całym świecie podbija serca czytelników. Sarah J. Mass potrafiła stworzyć ciekawą przygodę, która wciąga od pierwszej strony. Tak było 
i tym razem. Czwarta część jest według mnie jeszcze ciekawsza niż poprzednie. Poznajemy tu kilka kluczowych odpowiedzi na dręczące pytania. Każdy fan znajdzie coś dla siebie. Niektórzy zapewne, co jakiś czas będą ocierać łzy. Uspakajam jednak. Sarah jeszcze nie do końca przeobraziła się w George’a R.R. Martina. Chociaż muszę przyznać, że coraz bardziej obawiam się kolejnych tomów. Mimo toczących się walk, książka nie została ograbiona z żartów sytuacyjnych. Przeciwnie, jest wiele okazji do śmiechu. 

W Królowej Cieni poznajemy dalsze losy Aelin, Doriana, Chaola i – osobiście mojej ulubionej postaci – charyzmatycznego księcia Rowana. Dokładniej zagłębiamy się w przygody Manon i jej Trzynastki. Szczególnie poruszająca jest historia Asterin, ale o tym przekonacie się sami. Nie będę za dużo zdradzać. 

Rozwinięty zostaje wątek Aediona, Lysandry czy Kaltain. Powiem Wam, że robi się bardzo ciekawie kiedy generał spotyka księcia Fae. Uwielbiam ich słowne utarczki. 

Pojawia się też nowa postać, która może zmienić losy nadchodzącej wojny. Niespodziewanie Aelin zyska zaskakującego sojusznika. 

Czy ktoś kto przez całe życie był tyranem może okazać się ofiarą? 

W książce przygody opisane są w sposób bardzo dynamiczny. Naprawdę nie sposób się nudzić. 

Bohaterowie podejmują trudne decyzje, a ich konsekwencjom muszą stawić czoła. Są momenty, które zapierają dech w piersiach. Napięcie sięga zenitu. 

Okrutna zdrada, walka w podziemnych tunelach, czy starcie na zamkowych murach. Wymieniać można bez końca. 

Mam wrażenie, że ten tom serii, to tom największych zmian. Poznajemy zaskakujące zakończenie, którego w żaden sposób nie można było przewidzieć. Brawo dla panny Mass za taką przebiegłość. Siedziałam chyba z pół godziny z otwartymi ustami i nie mogłam uwierzyć w to, co czytam. Serio! Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części. Nie mogę zrozumieć decyzji wydawnictwa, która jeszcze nie wydała polskiej edycji książki (chociaż premiera była we wrześniu). No, ale… Mam nadzieję, że na piąty tom nie każą nam tak długo czekać. 



PS polska data premiery to 2 czerwca 2016r.
8

niedziela, 21 lutego 2016

Szklany miecz, czyli co dalej z dziewuszką od błyskawic?



Uciekam, odkąd pamiętam. Uciekałam jeszcze w Palach, na długo zanim to wszystko się zaczęło. Unikałam rodziny, swojego losu, wszystkiego, czego nie chciałam czuć. I dalej to robię, wciąż biegnę przed siebie. Wymykam się tym, którzy chcą mnie zabić - i tym, którzy chcą mnie pokochać.

Powyższy cytat idealnie wręcz obrazuje całą książkę. Mare - dumna i nieugięta dziewczyna, którą poznaliśmy w Czerwonej Królowej, przestaje niemalże istnieć. Trudno jednoznacznie ocenić kim się stała. Czy potworem - jak określił ją Cal?

Mare w Szklanym mieczu toczy walkę ze wszystkimi - zarówno z wrogami, jak i z przyjaciółmi. Najcięższą walkę toczy jednak sama z sobą. Niestety nie można powiedzieć, że jest to zwycięskie starcie. Dewizą Mare stają się słowa Juliana: Każdy może zdradzić każdego. Nie potrafi zaufać nikomu. Shade, Cal, Kilorn - schodzą na dalszy plan. Służą jej jako narzędzia do osiągnięcia celu. Dziewczyna w całości oddaje się poszukiwaniu Nowych - Czerwonych z umiejętnościami Srebrnych. Silniejszych od jednych i drugich.

I w tym cały szkopuł. Mimo że autorka ciekawie opisuje przygody, są one dość schematyczne. Mare z drużyną szukają Nowego i... wpadają w zasadzkę. Nie raz, nie dwa...

Jednak zawsze można liczyć na Mavena. Nawarstwiają się jego kłamstwai intrygi. Opętany zazdrością, pożądaniem i żądzą zemsty chłopak zrobi wszystko, żeby zdobyć to, na czym mu zależy. Trzeba przyznać, że się nie poddaje i dotrzymuje słowa.

Mare z każdą stroną coraz bardziej zatraca się w sobie i nie potrafi poprosić o pomoc. Ukrywa się za maską obojętności, zimnej kalkulacji i determinacji. Nie umie jednak poradzić sobie z demonami przeszłości. Wciąż rozpamiętuje zdradę Mavena. Prześladuje ją iluzja stworzona przez Cień Płomienia - historia drugiego syna króla, współczującego, kochającego. Chłopaka, który rozumie potrzebę zmiany porządku świata, chłopaka, którego kochała. Marzy jednak by go zabić.

Cal nadal pozostaje starym, dobrym Calem. Wciąż ma swoje idee o które walczy. Śmierć ojca, zdrada brata i odkrycie prawdy o zabójstwie matki nie złamały w nim ducha. Mimo że wciąż szuka własnej drogi, sprawdza się w roli żołnierza, generała czy (poniekąd) dyplomaty. Zostało w nim dawne ciepło i dobroć, które mnie osobiście ujęły w pierwszej części. Staje się jednak postacią bardziej złożoną i dojrzałą.

Mare tworzy Armię Nowej Krwi. Nadciąga wojna. Jak skończy się los bohaterów. Kto wygra denerwujące starcie? Srebrni czy Czerwoni? Jak potoczy się przyszłość świata? Jedno jest pewne. Victoria Aveyard znów zaserwowała nam bardzo ciekawą końcówkę.

Kiedy Mare zaczęła rozumieć swoje błędy, trafia w zasadzkę i nie ma już czasu ich należycie naprawić czy choćby wyjaśnić. Postąpiła słusznie i odważnie. Jednak jak to się dla niej skończy? Czy zostanie niewolnicą nowego króla?

Przyznam szczerze, że czegoś mi w książce zabrakło. Trudno mi dokładnie określić czego, jednak pozostał pewien niedosyt. Może brakuje mi królowej Elary czyhającej na każdym kroku, czy Evangeline z jej metalowymi pająkami. Może denerwuje mnie Mare, która nie potrafi docenić tego co ma. Na pewno brakuje mi napięcia tak dobrze znanego z Czerwonej Królowej. Szklany miecz jest w tej kwestii bardziej stonowany. Dominują tu opisy podróży, starć ze Srebrnymi i walki o przetrwanie. Jednak czytelnik nie ma co liczyć na nagłe i wysokie skoki ciśnienia. Książki mimo wszystko na plus. Z przyjemnością przeczytam zakończenie trylogii, na które zresztą czekam z niecierpliwością. Niestety ono dopiero za rok.

PS minus dla wydawnictwa za dyskryminacje właścicieli książek w miękkich okładkach. My też mamy uczucia :( A mapa Norty byłaby bardzo miłą niespodzianką...

6
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.