wtorek, 7 maja 2019

Każdy ma swoją dolinę śmierci. – „Przewoźnik” – Claire McFall

„Ona nie mogła znieść myśli, że może być dla niego kimś bez twarzy. Nie wtedy, gdy stał się dla niej wszystkim.”

Nie będę owijać w bawełnę! Kiedy tylko przeczytałam opis książki wiedziałam, że po prostu muszę ją przeczytać. I nie wyjątkowo na moją decyzję nie wpłynęła okładka, gdyż poczta zastrajkowała i najzwyczajniej w świecie mi jej nie wyświetliła. Z niecierpliwością czekałam aż Przewoźnik wpadnie w moje łapki, tym bardziej, że osiągnął lepszą sprzedaż w Chinach niż Harry Potter

Dylan – samotniczka chadzająca własnymi drogami, od dawna marzyła tylko o jednym – o poznaniu swojego ojca. Kiedy w końcu, może się to ziścić, to dziewczyna ginie w katastrofie kolejowej. Nieświadoma tego, co się wydarzyło, zaczyna niebezpieczną podróż z przystojnym chłopakiem. Czy Dylan będzie chciała przejść na drugą stronę, czy zawalczy o swoje życie? 

Cóż, na sprzedaż książki w moim odczuciu w dużej mierze miał wpływ chyba wyjątkowo dobry marketing, gdyż nie wydaje mi się, by powieść Claire McFall była ciekawsza od cyklu przygód o nastoletnim czarodzieju J.K.Rowling. 

Niemniej jednak z cała powieścią jest to powieść niezwykle ciekawa i intrygująca. Muszę przyznać, że mnie przede wszystkim przypadła do gustu wizja samej przeprawy, którą musi odbyć dusza zaraz po śmierci. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego i byłam naprawdę mile zaskoczona wizją, którą przedstawiła mi autorka, gdyż jest ona zupełnie inna niż ta znana nam z mitologii greckiej. (Teraz gdy o tym myślę przypomina mi trochę wizję z „Między piekłem a niebem”, jako sama wizja podróży.” 
Cała historia jest ciekawa, jednak miałam wrażenie, że momentami brakowało jej trochę dynamizmu,
większego natężenia akcji, gdyż niektóre momenty owej podróży były dla mnie nieco nużące i schematyczne. To tak jak niektórzy mówią o Hobbicie czy też o Władcy Pierścieni, że bohaterowie tylko, szli, szli i szli… Atutem podróży w Przewoźniku jest pustkowie. Claire McFall świetnie spisała się kreując wizję świata pomiędzy. Autorka zdecydowanie puściła wodzę fantazji, aczkolwiek brakowało mi dokładniejszego opisu samych zjaw. 

Od początku polubiłam Tristana – tytułowego Przewoźnika. Podobał mi się jego zadzior, upór i niezłomność, to jak nieprzejednanie dążył do celu. Rozumiałam zmiany, jakie w nim zachodziły, decyzje, które podejmował. 

Inaczej jednak było z Dylan. Mam do niej bardzo, ale to bardzo ambiwalentny stosunek. Z jednej strony uważam, że jest całkiem sympatyczna, że łatwo go polubić, ale z drugiej, coś mi w niej nie gra. Motywy Tristana są jasne, ale jej… Ech… Nie rozumiem, a nie lubię nie rozumieć. Jakoś tak mi się z początku skojarzyło ze syndromem sztokholmskim… Nie rozumiem jej intencji, jej oschłości i późniejszego wybuchu uczuć. Ale… daję jej jeszcze szansę. W końcu to młoda dziewczyna, jej osobowość jeszcze się kształtuje, więc mam nadzieję, że kolejny tom rozwieje moje wątpliwości. 

Stwierdzenie, że ta dwójka zdominowała powieść, jest niezwykle trafne. Bohaterów drugoplanowych mamy tu jak na lekarstwo. Na tych, którzy się wypowiadają, starczyłoby prawdopodobnie palców jednej ręki. Nie jest to jednak w żadnym wypadku minus. Bardzo ciekawie czytało mi się opowieść, w której akcja jest bardzo skoncentrowana tylko na głównych postaciach. Było to dla mnie coś zupełnie nowego.

Idealnym dopełnieniem jest genialne wydanie. Świetna okładka, intrygujący zapis stron i ten obrazek rozpoczynający nowy rozdział. Uwielbiam <3

Jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się losy bohaterów. Z niecierpliwością czekam na powrót do wykreowanego przez Claire McFall świata – świata, który „kupił” mnie swoją wyjątkowością. 

Za książkę dziękuję Wydawnictwu ZYSK i S-ka <3 



Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.