poniedziałek, 10 lipca 2017

„Milczenie czasu” - Ragnar Jónasson


 „Ludzie aż tak bardzo nie zmieniają się z upływem czasu”


„Siglufjörður, miasteczko na północy Islandii. Tu nikt nie chce niczego wiedzieć. Tu tajemnice są sposobem na życie. Tu nikt nie ufa nikomu, zwłaszcza obcym, takim jak Ari Thór – młody policjant, który równie często musi walczyć ze zbrodnią, jak z samym sobą.

Tonące w ponurych strugach deszczu i mroku arktycznej wiosny, odcięte od świata Siglufjörður teraz bardziej niż kiedykolwiek staje się pułapką. Nikt nie może opuścić zaatakowanego przez zabójczy wirus, objętego kwarantanną miasteczka, które niespodziewanie wyjawia swoje złowieszcze sekrety…”

Milczenie czasu jest kolejnym kryminałem z bohaterem Milczenia lodu i Milczenia nocy – bestsellerów nr 1 Amazonu. 

Kim jest zaś sam autor? 

Mówią o nim, że jest wielkim odkryciem literatury skandynawskiej. Jego powieści bardzo wysoko plasują się na listach bestsellerów. Jego pierwsza książka zawojowała światowy rynek. Zakupiono już nawet telewizyjne prawa do cyklu z Arim Thórem. Ragnar Jónasson na co dzień zaś pracuje jako prawnik i wykładowca prawa autorskiego. Mieszka z żoną i córkami w Raykiaviku. 

Przyznam Wam się na wstępie, że zazwyczaj tego nie robię, ale tym razem pokusiłam się o sięgnięcie po książkę, która nie jest początkiem serii. Stwierdziłam, że skoro jest to kryminał, to powinnam to ze spokojem ogarnąć, gdyż jest to zupełnie nowa, inna niż w poprzednich książkach historia. Pewnie, zdarzały się nawiązania do poprzednich części, jednak czytelnik nie miał problemu z ogarnięciem tematu. 

Dobra, bez bicia powiem, ze lekkie problemy jednak mógł mieć, jednak nie ze względu na nieznajomość cyklu Mroczna wyspa lodu, tylko przez wielowątkowość powieści, którą z początku trudno było ogarnąć. (Koniec końców okazało się to wielkim plusem, ale o tym później.)

Z racji tego, że ostatnimi czasy nie wyściubiałam nosa poza fantastykę, miałam również lekkie problemy, by wkręcić się w styl autora. Tu wszystko było zbyt realne (haha :D). Do tego jeszcze ten język śledczy… Przyznam się bez bicia, że początkowo widziałam same minusy. Prawie nic się nie działo, przyszedł koleś, który chciał, by wyjaśniono tajemnicę samobójstwa sprzed wielu laty, a do tego szalejąca epidemia w tym małym odciętym od świata miasteczku, zabójstwo syna polityka i porwanie dzieciaka… Brzmi fajnie, ale z początku jakość wcale tak nie było... 

Ale… przetrwałam i BYŁO WARTO! (Choć kila razy książka już niemal została rzucona w kąt z etykietką – nuda)

„Byli kimś więcej niż tylko kochankami, byli partnerami, pokrewnymi duszami, wszystkie wolne chwile spędzali razem, układając plany na przyszłość.
A potem odeszła, jakby zniknęła w wieczornym mroku.
To stało się między pośpieszną kolacją a snem, który tamtej nocy nie przyszedł, między obszarpaną starą kanapą z Ikei a nową, którą mieli zamiar kupić, między jego oświadczynami na jednym kolanie a ślubem, którego nie było.”

Jak pewnie możecie się domyślić, wątki są ze sobą powiązane. Jasna sprawa, że nie powiem Wam jak, bo co to by była za frajda z czytania książki, skoro wszystko mielibyście wyłożone jak na talerzu, ale przyznam się, że jest ciekawie i zaskakująco. Mroczna przeszłość, dopada w najmniej oczekiwany momencie i okazuje się, że ma interesujące powiązanie z teraźniejszością. Jak wiadomo – kiedy grzebiesz w przeszłości, nie wiadomo czego się doszukasz…

Ragnar Jónasson sprawił, że czytając Milczenie czasu doskonale można poczuć klimat zimnej Islandii. Momentami ciarki przechodzą po ciele, a mroczna sceneria Siglufjörðuru tylko pognębia to wrażenie. 

Wielkim plusem powieści jest to, że trudno przewidzieć jej zakończenie i rozwiązać zagadkę. Czytelnik jednak bardzo łatwo wkręca się w świat wykreowany przez autora i wspólnie z bohaterami podąża śladami poszlak. Nie jest to również historia przesadzona i wyrwana z realiów. Milczenie czasu jest opowieścią, która mogła mieć kiedyś miejsce. 

Pomimo tego, że początkowo miałam wielkie obiekcje do tej książki, po przejściu momentu kryzysowego, naprawdę mnie wciągnęła i szybko skończyłam ją czytać. Akcja przyspiesza i wciąga czytelnika w swój mroczny, zimny świat. Sprawia, że można się poczuć jak śladek wydarzeń opisanych na kartach powieści. Im bliżej rozwikłania zagadki się znajdujemy, tym bardziej intrygujące się to staje. 

Na uwagę z pewnością zasługuje również okładka powieści, która moim zdaniem idealnie komponuje się z treścią. Jest intrygująca i tajemnicza. Czerwone napisy w połączeniu z czarno białym zdjęciem wzbudzają niepokój, który czuć również w czasie czytania Milczenia czasu

„Mówił, że ciemność bardzo źle wpływa na niektórych.”

Milczenie czasu nie jest tylko powieścią kryminalną. To również książka o ludziach, o ich charakterach, o tym, co ich kształtuje, co powoduje, że są samotni... To książka, która odzwierciedla człowieka, przystawionego do muru, znajdującego się w trudnej sytuacji życiowej. 

Powieść Ragnara Jónassona nie jest może historią, w której akcja gna niczym na złamanie karku, to raczej książka z niesamowitym, niepokojącym klimatem, książka, w której zimno i pustka oddziaływują na czytelnika. 

Był to bodajże pierwszy skandynawski kryminał, który trafił w moje ręce i muszę przyznać, że był to bardzo satysfakcjonująco spędzony czas. Z pewnością jeszcze nie raz sięgnę po tego autora, ale również po inne propozycje skandynawskich mistrzów. 

Za książkę dziękuję księgarni dadada.pl


0

piątek, 30 czerwca 2017

"Żerca" - Katarzyna Berenika Miszczuk


„Czasami to, że osoby, które kochamy rozumieją nas bez słów, raczej przeszkadza, niż pomaga.”

Żerca” to już trzeci (i nie ostatni) tom bestsellerowego cyklu „Kwiat Paproci” pióra Katarzyny Bereniki Miszczuk. (Swoją drogą zawsze się zastanawiam, czy bardziej odpowiednim określeniem do obecnych czasów zamiast „pióra” nie byłoby „klawiatury”… Co o tym myślicie?? :p ) 

Czego możemy spodziewać się tym razem? 

Gosi udało się przeżyć Noc Kupały, ale kłopoty się nie skończyły. Młoda szeptucha zaciągnęła u Swarożyca dług, którego spłata z pewnością nie będzie przyjemna. W dodatku Mieszko przepadł bez śladu, a w wiosce pojawił się nowy, młody żerca, który chętnie pocieszyłby tęskniącą za ukochanym Gosię... Gdy wydaje się, że gorzej być nie może, w okolicy pojawia się tajemniczy myśliwy, który poluje na istoty nadprzyrodzone, a rusałka Sława, przyjaciółka Gosi, znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Tego już za wiele! Mimo że szeptucha zawiodła się na Sławie, żaden mężczyzna nie będzie mieszał się w babską przyjaźń! Gosława pokaże mu, gdzie raki zimują. Choćby miała zginąć (ale wolałaby jednak nie).

„Tak, zdecydowanie baśń. Taka braci Grimm, bez cenzury, z wylewającymi się flakami i głowami toczącymi się po ociekających krwią schodach.”

Muszę Wam powiedzieć, że jest dobrze. Przygoda trwa i to w najlepsze. Co się zmieniło? Pojawiają się nowi bohaterowie i akcja podąża w nieco innym kierunku. „Żerca” zdecydowanie trzyma poziom swoich poprzedniczek. 

Jakie są więc minusy książki? Cóż, to, co prawdopodobnie miało czytelnika zaskoczyć, niestety jest bardzo przewidujące (przynajmniej dla mnie). Szkoda, ponieważ główny wątek jest poniekąd spalony. Tu wszystko krzyczy, jakie będzie rozwiązanie… 

Ale ale… Nie można zapomnieć o niespodziankach, jakie zaserwowała nam Katarzyna Berenika Miszczuk. Autorka zostawiła nas z wieloma zagadkami i nierozwiązanymi sprawami. Zakończenie jest doprawdy nieznośne. Ja się pytam, jak można uciąć to w takim momencie?! Jasne, rozumiem, nawarstwianie napięcia, sekrety – to kręci czytelnika, ale żeby aż tak… To było bezduszne i bezwzględne. 

I tak moi mili, mamy zagadki, które spędzają sen z powiek i to nie tylko przez jedną noc, oj nie… 

„Wyglądam teraz jak dama w opałach. A odważny książę gdzie? Śpi…”

Co mogę powiedzieć o bohaterach? Wiele osób skarżyło się na charakter panny Gosławy Brzózki, że irytująca, że nie potrafi sobie sama poradzić, hipochondryczka i jeszcze wiele innych, średnio miłych dla ucha epitetów. Tych z Was, na pewno ucieszy fakt, że główna bohaterka z rozkapryszonego dziecka zaczęła stawać się prawdziwą kobietą walcząco o to, na czym jej zależy. Nie boi się stojących przed nią wyzwań, sama stara się rozwiązywać swoje problemy, a nie tylko chowa się za plecami Mieszka czy Baby Jagi. Przemiana zdecydowanie na plus. Zmienił się również pradawny władca Polan, jednak tutaj mam bardzo mieszane uczucia. Mam wrażenie, że Mieszko stracił sporo ze swojej „Mieszkowatości” (nie wiem jak to inaczej napisać, nie zdradzając spoilerów…) Kto przeczyta, raczej domyśli się o co mi chodzi. 

Pojawia się również nowy bohater, który chce namieszać w życiu głównej bohaterki. Młody, przystojny, wykształcony… Czyżby lepsza alternatywa na życie? Tego Wam nie powiem ;p. 

Baba Jaga dalej trzyma poziom, choć w tej części jest jej nieco mniej niż w poprzednich. Nadal bardzo lubię tę bohaterkę i mam wrażenie, że już nic tego nie zmieni. 

Nie mogę zapomnieć również o bogach. Ci również w tej części odgrywają bardzo ważną rolę. Muszę przyznać, że robi się coraz bardziej gorąco. (Chyba wiecie, co [albo raczej kogo] mam na myśli.)

„Z biedą to ja jestem za pan brat – prychnęłam. – Z całą pewnością zołza mnie prześladuje.”

Jeśli chodzi zaś o tempo akcji. Z pozoru wydaje się być spokojniejsze. Nie ma krwiożerczej ex, która kombinuje jak koń pod górę, jak pozbyć się obecnej „słabości” Mieszka, więc swoją drogę spokojniej być musi, ale… (Tak, zawsze są jakieś ale :D) Początek powieści, właściwie to nawet gdzieś tak do połowy książki, akcja toczy się dość wolnym, można nawet powiedzieć, że leniwym tempem. Pragnę jednak zwrócić uwagę, że nie jest nudnie czy nijako, po prostu nie gnamy niczym porsche na autostradzie. Można to nawet podzielić w ten sposób – akcja do powrotu Mieszka to jazda na 3, a po nim speed na 5. Swoją drogą początkowo wybija to czytelnika z rytmu, jednak szybko zostaje mu to wynagrodzone. 

„Musisz pamiętać, że życie pędzi cały czas do przodu. Na nikogo nie czeka. (…) Nie można żyć, żałując cały czas czegoś, co się stało bądź nie stało. Trzeba się cieszyć tym życiem, które się ma.”

Bardzo fajne jest również to, że Katarzyna Berenika Miszczuk nie zapomniała o wpleceniu w „Żercę” rytuałów słowiańskich. Uwielbiam te wątki w serii „Kwiat paproci”. Ach ta historia pogan – ich obrzędy, tradycje i obyczaje.

Kolejnym plusem jest również humor, który wciąż jest obecny. Nie wiem jak wy, ale ja mam słabość do książek, które potrafią mnie rozbawić, a jeśli przy tym dostanę całkiem niezły sarkazm to już całkiem można mnie „kupić”. 

„Nic się w tym przeklętym lesie nie da ukryć. Na każdym kroku ktoś cię obserwuje. A jak przypadkiem potrzebujesz pomocy, bo - dajmy na to - porwali cię szaleni wyznawcy bogini Mokosz, to nagle nikogo nie ma, nikt nic nie wie, nikt nic nie słyszał.”

Styl autorki jest już chyba wszystkim dobrze znany, ale nadmienię, że nadal jest lekki, wciągający i pozbawiony niepotrzebnych dłużyzn. 

Jeśli chodzi o sam wątek romantyczny, to jest, bo jakże mogłoby go nie być. Mam jednak wrażenie, że wkroczył na nieco nowy wymiar. Nie powiem czy na lepszy, czy gorszy. O tym musicie przekonać się sami. 

„Nie mogłam znaleźć sobie jakiegoś normalnego chłopa? – jęknęłam. – Jaka przyszłość nas czeka, skoro on jest nieśmiertelny? No jaka?”

Kolejny raz muszę pochwalić okładkę. Po pierwsze bardzo dobrze wpasowuje się w klimat całej serii, a po drugie ma w sobie nutkę tajemniczości i co by nie mówić jest po prostu miła dla oka. (Ja w szczególności lubię te wybrzuszone, połyskliwe pokrzywy. Te i w dotyku są całkiem fajne :D)

„Istoty nadprzyrodzone nie istnieją. Służą tylko tłumaczeniu zjawisk naturalnych. Nie ma południc. Jest udar cieplny.”

Podsumowując nie wiem czy jest to najlepsza część z całego cyklu. Z pewnością jest inna. Pisałam Wam wyżej, że głównym minusem jest paradoksalnie łatwy do rozgryzienia główny wątek. Właśnie przypomniało mi się, że nie jest to niestety jedyny taki wątek. Plusem natomiast są nierozwikłane zagadki i tajemnice oraz przedstawione obrzędy pogańskie. Książkę czyta się dosyć szybko, jest lekka i wciągająca, chociaż denerwuje dysproporcja w rozkładzie akcji. Wydaje mi się, że w „Żercy” lepiej poznajemy wszystkich bohaterów. Ich kreacje są o wiele bardziej dokładne i rozbudowane. Ja z pewnością przeczytam kolejną część, ponieważ intryguje mnie zakończenie tej historii. 



PS Autorka na swoim fanpage podała, że czwartego tomu serii –„Przesilenie” można spodziewać się na początku 2018r.

Za książkę dziękuję portalowi Sztukater 


0

niedziela, 28 maja 2017

"Cesarz Ośmiu Wysp - Opowieść o Shikanoko "- Lian Hearn


(…) ale na tym świecie nie ma czystego piękna, tak jak nie istnieje całkowite zło. Wszystko jest słońcem i cieniem, ciemnością i światłem.
0

poniedziałek, 22 maja 2017

"Sztylet rodowy" - Aleksandra Ruda

„Ja na przykład nigdy długo nie rozmyślam nad przyszłością. Bo i po co? Tak czy siak przyjdzie i na pewno nie taka, jak sobie to wymyśliłeś.” 
2

wtorek, 16 maja 2017

"Naznaczeni śmiercią" - Veronica Roth

Jestem ostra jak odłamek szkła i tak samo krucha. Opowiadam kłamstwa lepiej niż prawdę. Widzę całą galaktykę, ale nigdy jej nie dostrzegam.
0

niedziela, 30 kwietnia 2017

wtorek, 25 kwietnia 2017

Konkurs z "Imperium burz"!



Hallo, hallo :D Czy jest tu ktoś, komu marzy się ta oto książeczka we własnej biblioteczce??
7

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.