środa, 27 czerwca 2018

Top 5 postaci ze „Szklanego Tronu"


Kto trafił do top 5, a kto

został "odstrzelony"?


Z okazji premiery Wieży świtu, stwierdziłam, że przygotuję dla was topkę najciekawszych bohaterów z serii Szklany tron Sarah J. Maas.  Zasadniczo myślałam, że pójdzie szybko, łatwo i przyjemnie, jednak gdy zaczęłam zastanawiać się nad swoimi „ulubionymi” postaciami, to cztery wpadły mi do głowy od tak, jednak z piątą miałam poważny dylemat. Na szczęście udało mi się wybrnąć z problematycznej sytuacji. Przecież topka ma być o najciekawszych postaciach! (Nawet nie wiecie, jak mi ulżyło).

Później naszła mnie jeszcze myśl, żeby sprawdzić, jak moje typy mają się w odniesieniu do większej grupy osób, dlatego też postanowiłam przeprowadzić „badania”. Kilka internetowych ankiet poszło w świat i otrzymałam wyniki… Kolejny raz uwidoczniły się moje dziwaczne upodobania – co prawda, jeśli chodzi o wybór postaci, to nie jest tak źle, ale w umieszczeniu ich na poszczególnych miejscach, w ogóle się ze sobą nie zgadzamy. (Chyba czas przywyknąć do bycia inną).

Najpierw przedstawię wam moją top 5, a później odniosę się do „brakujących” bohaterów, którzy pojawili się u was.

UWAGA! UWAGA!

Miejsce 1Rowan Whitethorn

Przystojny wojownik fae pojawia się w trzeciej części cyklu, nad czym straszliwie ubolewam, bo zawsze popieram postulat „Więcej Rowana”). Choć początkowo był „szują”, jakich mało, i cisnęłam na niego podwórkową łaciną, jednocześnie go uwielbiałam. Z każdą kolejną stroną moja fascynacja tą postacią rosła i tak już zostało (choć obiektywnie muszę przyznać, że w Imperium burz wpadł pod pantofel, jednak w końcówce moim zdaniem wrócił do formy). Pewnie ci, którzy nie znają serii, zastanawiają się, jak można uwielbiać bohatera uchodzącego za chama… Ano można. Dlaczego? Cóż, to postać sarkastyczna, a takie lubię najbardziej, charyzmatyczna, bo przecież nie każdy potrafi porwać tłumy, a jakby nie patrzeć, to pozytywna cecha, pewna siebie i zdecydowana, co jest rzadkością u dzisiejszych facetów (przynajmniej z mojego otoczenia), więc doceniam ją u książkowych, plus kolokwialnie mówiąc, „ma jaja”. (Nie, wcale nie zapomniałam o tym, że to przystojniak i jego wyobrażenie w mojej głowie także mi się podoba. Bardzo podoba.) Poza tym to troskliwy facet, potrafiący słuchać i „obronić swoją kobietę” (tak, wiem, że to brzmi szowinistycznie, ale mam nadzieję, że rozumiecie, o co mi chodzi). Dodatkowo to typ twardziela skłonnego do poświęceń, skrywającego pod skorupą wiele emocji. To doświadczony przez los „człowiek” – a która z nas, kobiet, nie lubi tajemniczych, złych chłopców, potrzebujących odrobiny ciepła i opieki?

(Jeśli znacie takiego Rowana w realu [nie musi być iw stu procentach identyczny], to przyślijcie maila z informacją, gdzie go dorwę. [Tak, właśnie załatwiam prywatę]).


Miejsce 2Fenrys

Dla wielu pewnie będzie to dziwne, bo jakby nie patrzeć, bohater pojawia się dopiero w ostatniej części serii, jednak od razu podbił moje serducho! W przeciwieństwie do raczej zrównoważonego Rowana, Fenrys jest zgrywusem. W książce mamy dosłownie kilka poważnych fragmentów z białym wilkiem (zwierzęca forma fae). Po prostu kiedy pojawiają się z nim rozdziały, mam banana na twarzy. Tego faceta nie da się nie lubić! Jest otwarty, towarzyski, wie, jak rozładować atmosferę. Zdecydowanie ma w sobie to „coś”.





Miejsce 3Manon Blackbeak

Uff.. Chociaż jedna kobieca postać załapała się do tego „rankingu”. Przyznam szczerze, że kiedy pojawiła się w Dziedzictwie ognia, nie polubiłam jej. Najchętniej wywaliłabym wszystkie wątki z czarownicami, gdyż zwalniały akcję na froncie Celaena-Rowan. Jednak z czasem moje nastawienie do niej zaczęło się zmieniać i tak oto, zupełnie niespodziewanie, stała się moją ulubioną kobiecą bohaterką z wszystkich książek Sarah J. Maas. Podobało mi się, że nie jest to postać czarno-biała, tylko złożona z szarości. Podobało mi się, że jest pełna sprzeczności, które o dziwo są ze sobą kompatybilne. Podobał mi się cięty dowcip Manon i skłonność do poświęceń dla swojego sabatu. Intrygował mnie jej sposób myślenia i to, że niejednokrotnie zaskakiwała swoim zachowaniem. To zdecydowanie silna babka, która nie da sobie w kaszę dmuchać.


Miejsce 4Dorian Havilliard

Dorian to postać, którą polubiłam praktycznie na samym początku. Przyznajcie sami, jak można nie „pałać uczuciem”, do chłopaka, który uwielbia czytać książki, jest inteligentny i troskliwy. Początkowo młody książę kojarzył mi się z wiernym szczeniaczkiem (zapomniałam dodać, że oczywiście uwielbia zwierzaki i sam dogląda małych psiaków). Z czasem jednak mogłam dostrzec jego przemianę. Z beztroskiego książątka stał się dojrzałym mężczyzną świadomym tego, że odpowiada nie tylko za siebie, ale również za swoich poddanych. Dorian zachował swoje dawne cechy, jednakże te, które wykształciły się z powodu traumatycznych doświadczeń, spowodowały, że polubiłam go jeszcze bardziej.



Miejsce 5 – (tu pewnie wielu z was będzie miało wielkie „zdziwko”) Arobynn Hamel

Jakim cudem znalazł się w mojej top 5? Cóż, przede wszystkim lubię czarne charaktery (dlatego też między innymi szczególne miejsce w moim serduchu zajmuje Lord Voldemort). Król Zabójców knuje i snuje intrygi, byle tylko osiągnąć swoje cele. Muszę przyznać, że spodobała mi się kreacja jego postaci ze względu na to, iż z pozoru jest szarmanckim, pełnym klasy erudytą, a pod powierzchnią to okrutny i bezwzględny morderca. Arobynn to bohater wieloznaczny i nietuzinkowy. To taki trochę stereotypowy psychopata: czarujący, inteligentny, manipulujący otoczeniem. Chciałam napisać – jak go nie kochać, jednak byłaby to przesada. Nie można zaprzeczyć jednak, że Hamel budzi respekt i szacunek.


Zanim będę się tłumaczyć, przedstawię wasze typy i odniosę się do tego, dlaczego zabrakło ich u mnie. 

Tym razem top 10:
  1. Celaena/Aelin
  2. Manon
  3. Rowan
  4. Dorian
  5. Lysandra
  6. Aedion
  7. Abraxos
  8. Lorcan
  9. Elide
  10. Chaol

No cóż, Aelin nie załapała się do mojej top 5 i jakoś niespecjalnie mi z tego powodu przykro. Gdybym to zestawienie robiła dwa tomy temu (a może i nawet tom), z pewnością uplasowałaby się wysoko. Niestety, tak jak Manon zaczęłam uwielbiać, to Aelin traciła w moich oczach z każdym rozdziałem. Lubiłam ją jako Celaenę – bezwzględną zabójczynię, która zmagała się ze swoją przeszłością. Cóż, jak widać nie każda postać, która upora się ze swoją historią, zyskuje. W moim odczuciu Aelin stała się dyktatorską wredna laską. Owszem, nadal lubię, jednak mnie irytuje. Mam wrażenie, że zbyt często kieruje się frazą: „Bo mi się należy”.


Kolejną kobietą, która nie znalazła się w mojej topce, jest Lysandra. Cóż, wolałam ją w tej mniej przyjaznej wersji, kiedy darła koty z Aelin. Nie mogę powiedzieć, że jej nie lubię, bo byłoby to wielkim nadużyciem. Jej docinki z Aedionem są przednie. Doceniam również jej poświęcenie i oddanie, jednakże nie jest to typ bohaterki, który jakoś szczególnie do mnie przemawia. Mam wrażenie, że kiedy zakumplowała się z Aelin i jej świtą, straciła jakąś integralną, wyrazistą część siebie.




Jeszcze kilka słów o pozostałych bohaterach z top 10. Aediona nigdy jakoś specjalnie nie lubiłam. Miałam wrażenie, że pod maską odważnego i niezłomnego wojownika, jaką pokazuje światu, można znaleźć skrzywdzonego i obrażonego małego chłopca. Niestety to przekonanie towarzyszy mi przez cały czas. Irytuje mnie bardzo wiele jego zachowań.





Lorcana z kolei nie trawię. Wiem, że często porównywany jest do Rowana, jednak ja ani trochę nie widzę tego podobieństwa. Koleś gra na takich strunach mojej osobowości, że irytuje mnie na wszystkich możliwych frontach. Z każdą kolejną stroną mam wrażenie, że jest bardziej chamski, grubiański i paskudny. Szowinistyczna świnia – to pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o tym bohaterze. W końcówce Imperium burz przeszedł już samego siebie.. Grrr – hejtuję go całym sercem i duszą!



Elide natomiast z każdym kolejnym rozdziałem lubię coraz bardziej. Podoba mi się jej charakter i usposobienie, ten duch walki. Dziewczyna nie raz pozytywnie mnie zaskoczyła i mam nadzieję, że ta tendencja będzie się dalej utrzymywać.






Jeśli zaś chodzi o Chaola, to od początku coś mi w nim nie grało. Z pozoru wydawał mi się w porządku, jednak zawsze miałam jakieś „ale”. Przyznam szczerze, że przez moment był na fali wznoszącej i mogłabym nawet stwierdzić, że go polubiłam, jednak później bardzo szybko i bardzo brutalnie przekreślił swoje starania. Według mnie facet ma w sobie coś irytującego. Ten pierwiastek oddziałuje na mnie tak mocno, że w sumie cokolwiek by nie zrobił, i tak działa mi na nerwy. Ech… chyba się na niego negatywnie uwarunkowałam…





Abraxos – kochane stworzonko, które ubóstwiam. Niby wielki i groźny, a z takim dobrym serduszkiem. Nie wiem, jak można go nie kochać. W moim zestawieniu nie znalazł się tylko dlatego, że jednak postawiłam na istoty humanoidalne.





Cóż, jestem bardzo ciekawa jak wygląda wasza top 5. Czy bliżej wam do mnie, czy może jednak znajdujecie się w zdecydowanej większości? Interesuje mnie również, jak ustosunkowujecie się do moich przemyśleń odnośnie bohaterów. Czekam na wasze spostrzeżenia!


Tekst napisany dla portalu Popbookownik

3 komentarze :

  1. Cóż, serii co prawda jeszcze nie czytałam, więc na temat postaci się nie wypowiem, ALE! już zaopatrzyłam się w pierwszy tom i wkrótce będzie czytane ;)
    Justyna z http://livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejt. Hejt. Hejt. Hejt.
    +top5
    -uzasadnienie top10
    Wielki - Lorcan
    +Abraxos
    Więcej ci napisze jak się uspokoję!!

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.