poniedziałek, 5 września 2016

Krew i stal. Kraina Martwej Ziemi - Jacek Łukawski

O książce Jacka Łukawskiego przez pewien czas było bardzo głośno w blogosferze.
Co chwilę natykałam się na jej recenzje i w końcu stwierdziłam, że również muszę ją przeczytać.
Ciekawy opis wydawniczy: 


Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by wąskim przesmykiem przekroczyć zapomnianą krainę. W starym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś, co musi powrócić do królestwa, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie.

Silny oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata.


… jak i pochlebna opinia Jarosława Grzędowicza – jednego z najsłynniejszych twórców polskiej fantastyki potwierdziły jedno – ta książka jest dla mnie idealna. 

Jak wiecie, zazwyczaj bardzo rozpisuję się na temat głównych postaci i całej historii. Zdarza mi się nawet przeprowadzać dogłębną analizę ich charakterów (to już chyba jakieś psychologiczne skrzywienie :D) dziś jednak czas na zmianę. Będzie krótko, ale na temat. 


To jest honor! Stal, nasza i wasza, żywot. Pomyśl, ilu więcej zginie, ilu przegra, jeśli nie będą twardą skałą. A nie są, i wiesz o tym dobrze. Pomyśl – szepnął czart – co honor twój bardziej nadszarpnie: bajanie i straszna opowieść czy śmierć setek lub tysięcy niepewnych, gdy nadejdzie potrzeba.


Kraina Martwej Ziemi ujęła mnie swoją historią praktycznie od pierwszej strony. Tajemnicza i niebezpieczna wyprawa w nieznane i groźne ostępy po magiczne artefakty stała się czymś więcej. Okazała się walką o przetrwanie. 

Podczas czytania Krainy Martwej Ziemi nie sposób się nudzić. Akcja jest dynamiczna, a autor zgrabnie przeplata ze sobą różne wątki w powieści. Czasami nie chciało mi się wierzyć, że to debiut. Świetny styl pisania, barwny i zdecydowanie ciekawy. Mimo że sporo tu opisów, których nie jestem wielką fanką, autor nakreślił je w sposób, do którego również nie mogę się przyczepić. Nie ciągną się jak flaki z olejem, są dynamiczne i intrygujące. Co więcej? Świetny humor. Naprawę sporo się śmiałam, czytając pierwszą część powieści Jacka Łukawskiego. Autor nie wykorzystuje tylko starych i znanych wszystkim motywów fantasy, co również jest jego wielkim atutem. Chciałam się przyczepić do braku ciekawej kobiecej postaci, aż tu nagle bum! Jest i ona! (zawsze jak coś nasuwało mi się na myśl, to autor jakby to wyczuł i pac – chciałaś babo, to masz) Cały czas jednak nie wiem, co sądzić o Arthornie… Intryguje mnie ta postać.


- Nie każdy stary miecz musi być czarodziejski, tak jak nie w każdej pieczarze smok ma przykutą księżniczkę, która czeka tylko, byście ją uwolnili.
- A po cóż uwalniać? Smoka ubić i cieszyć się tym, że dziewka nie ucieka!


Jedynym minusem, który znalazłam jest dość ciężki język. Jacek Łukawski posługuje się starą mową, używa archaizmów. Zważając na to, że książki w większości czytam późnymi wieczorami i nocami, dla mojego mózgu okazało się to całkiem sporym wyzwaniem. Kiedy jednak czytałam książkę za dnia, właśnie taki styl dodawał powieści realizmu. (Tak wiem, kobietę trudno zadowolić, haha :D) O czym Wam jeszcze powinnam powiedzieć? Tak, wiem. Podczas nocnego czytania zdarzyło mi się mieć gęsią skórkę. Niektóre fragmenty bardzo działają na wyobraźnię. 

Mogę pogratulować wydawnictwu świetnej oprawy graficznej powieści. Rzucająca się w oczy okładka to bowiem nie wszystko! W środku czekają na nas świetne grafiki, podkreślające klimat książki i coś co lubię chyba najbardziej – cudowne ozdobne litery zaczynające każdy rozdział. Normalnie rozpływam się. 



Nie mam wam czego wybaczać, wszak szczere pytanie cenniejsze jest niźli złoto. A czemu? Powiem wam. – Ruszyli w dalszą drogę. – Otóż musicie wiedzieć, że to, co nam w głowie siedzi, to dobry i soczysty 
miąższ, w którym czasem się robal zalęgnie. Jak w jabłku, co na gałęzi się czerwieni. Gdy temu robakowi pozwolicie rosnąć i się rozmnażać, wnet nic wam z pięknego owocu nie zostanie. Robaki 
wszystko, co dobre, zjedzą i w miejsce to, za waszym przeproszeniem, nasrają. Później i skórka sama się odbarwi, pomarszczy i popęka… Ot, i zgniłek gotowy. Ale jeśli robaka capniecie i z owocu wyrzucicie, wtedy, proszę ja was, smakowite jabłuszko będziecie mieli. Skoro więc dbacie o swe owoce, to przepraszać nie wypada.





Podsumowując. Co urzeka w Krainie Martwej Ziemi? Realizm! Jacek Łukawski osadził swoją powieść w średniowieczu i co najważniejsze trzyma się jego realiów. Potężni rycerze, wielkie starcia, zdrady, okrutna polityka i liczne tajemnice. Świat mroczny i pełen niebezpieczeństw. Słowiańskie wierzenia i demonologia są niezaprzeczalnym wzbogaceniem powieści. Niebezpieczne istoty rodem z legend tutaj stają się rzeczywistością. Chcesz historii osadzonej w czasach średniowiecza? Ta książka nie powinna Cię zawieść. Autor posługuje się nawet językiem odpowiednim dla tego okresu. Wyraźnie zarysowuje różnice pomiędzy warstwami społecznymi, a opisani przez niego bohaterowie to ludzie z krwi i kości – mający chwile zwątpienia, rozpaczy, zmęczenia – nie wyidealizowani herosi. W Krwi i stali liczą się honor i odwaga. To świetna powieść z dobrze zarysowanym światem przedstawionym. Do końca pełna akcji i przygód. Napięcie niejednokrotnie sięga zenitu. Otwarte zakończenie, pozostawiające sporo pytań i dające do myślenia, skłania czytelnika do jednego! Jacku Łukawski – pisz szybciej kontynuację, bo ja tu czekam!


Za świetną książkę dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non


16 komentarzy :

  1. Jestem dopiero w trakcie lektury, więc nie wiem czy mam odpowiednie kompetencje do tego, żeby się wypowiadać, ale mi tez się bardzo podoba! Rzeczywiście, autor wplótł w komunikację trochę archaizmów, ale wydaje mi się, że to dlatego, żeby akcja była bardziej wiarygodna. Klimat mi się bardzo podoba. Póki co jeszcze nie "wsiąkłem" w fabułę, ale na pewno tak będzie, przypomina mi trochę Zapomniany Legion Bena Kane, ale jesli piszesz, że nie lubisz długich opisów, to ta ksiązka może Cię znudzić. Ja, mimo jej objętości pochłonąłem ją w 3 dni. :)

    www.klebanski.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zapomniany legion" czeka na półce (czasem jak po raz kolejny to piszę, myślę sobie, kobieto, ile Ty masz książek... ale za jakiś czas i tak kupuję kolejne :D) Równiez mi się tak wydaje. Przez to jest bardziej autentyczna. :D

      Usuń
  2. Rzeczywiście też książka obiła mi się "o oczy" na blogach ;) Po fantastykę sięgam z rzadka, ale czasem, czemu nie. Choć właśnie trochę odstrasza mnie ciężki język, o którym piszesz. Natomiast grafika robi wrażenie. Specjalnie wypatrywać tej książki nie będę, ale jak trafi w moje ręce to czemu nie ;)
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy kochamy piękne oprawy graficzne ;D

      Usuń
  3. Czytałam tą powieść od wydawnictwa i także mi się podobała ;) Z chęcią przeczytam kontynuację. No i brawa dla Wydawnictwa, że podjęło się wydania tej pozycji, bo to jedna z lepszych książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również :D Jeszcze tylko troszkę czekania ;D

      Usuń
  4. Lubię od czasu do czasu coś z fantastyki:) Ta książka wydaje się być bardzo interesująca, wiec kto wie, może po nią sięgnę. Ja obecnie czytam ,,Opowieści z meekhańskiego pogranicza" Roberta Wegnera, też bardzo ciekawa seria:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś ten tytuł mi się o uszy obił. Muszę poszperać w necie :D Dzięki za polecenie :D

      Usuń
  5. Hmm...literatura raczej nie w moim stylu, ale jestem pod wrażeniem oprawy graficznej! Weszłam aż na stronę wydawnictwa, bo szukam dla swojej książki...o podróżach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprawa graficzna zdecydowanie robi wrażenie ;D Nie pierwszy raz jeśli chodzi o książki od SQN :d

      Usuń
  6. Pewnie cię nie zdziwi, gdy powiem, że akurat fanką fantasy nie jestem. Żeby nie być ignorantką obiecuje mężowi (wielkiemu fanowi tego nurtu) sięgnąć po klasykę, zatem zacznę od Sapkowskiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No faktycznie mnie to nie zdziwiło :D Haha :D To mamy z Twoim mężem misję, żeby Cię przekonać do fantasy :D

      Usuń
  7. "- Nie każdy stary miecz musi być czarodziejski, tak jak nie w każdej pieczarze smok ma przykutą księżniczkę, która czeka tylko, byście ją uwolnili.
    - A po cóż uwalniać? Smoka ubić i cieszyć się tym, że dziewka nie ucieka!"- umarłam, naprawdę xDD
    Mało kiedy coś mnie śmieszy w polskich powieściach :D

    O matko! Piękne wydanie <3 Sama czcionka strasznie mi się podoba, a jeszcze ilustracje i takie zarąbiste ozdobniki przy rozdziałach:D Zakochałam się po prostu!

    Niestety sama ksiażka nie dla mnie, trochę odstraszył mnie ten ciężki język, ale podejrzewam, że to powieść tego typu, który mnie strasznie męczy ;/ To znaczy, że ma milion bohaterów, milion miejsc, kwadryliony rodów i plemion, zawsze mnie to odstręcza ;/

    Piękne zdjęcia! Chciałabym jeszcze i jeszcze więcej! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, ze nie tylko ja lubię takie upiększające "duperelki" <3 Kasia, zaskoczę Cię, ale właśnie nie:D Dzięki :D Starałam się haha :D

      Usuń
  8. Wydanie jest piękne, zachwycałam się nim ostatnio buszując w Empiku. Normalnie, jakbym miała kasę to bym wychodziła zawsze z Empiku z ilością książek wystarczającą na zapełnienie całego regału xD

    Lubię fantastykę, chociaż po tą w polskim wydaniu rzadko sięgam. "Krew i stal" zapowiada się naprawdę dobrze, więc kto wie? Może przeczytam! :D

    Jeśli już po nią sięgnę, to na pewno w jakimś okresie wakacyjnym, gdzie będę miała sporo czasu, aby móc się w pełni poświęcić i przyswoić sobie ten ciężki język ;)

    Zdjęcia cudnie uzupełniają recenzję! Szczególnie ostatnie idealnie oddaje charakter książki! <3

    Pozdrawiam!
    Ola z bloga Zaczytana Iadala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham wydania wzbogacone ilustracjami, a jeśli mają dodatkowo taką piękną pierwszą literkę w rozdziale, to już całkiem jestem na straconej pozycji i całkowicie przepadam hah :D Też rzadko sięgam po polskich autorów, ale ostatnio przekonuję się (chociaż powoli), że watro ;D Dzięki :D

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.