czwartek, 31 marca 2016

Dziewczyna ognia i cierni – Rae Carson - recenzja


Opancerzam się, sercu każę być kamieniem.

Raz na cztery pokolenia jedna osoba zostaje wybrana. Otrzymuje Boski Kamień, a wraz z nim – wielkie zadanie. Sama musi jednak odkryć jakie. I udowodnić, że jest godna boskiego daru. Elisa została wybrana. Nie wie dlaczego. Jest tą gorszą z dwóch księżniczek. Tą, która nigdy nie dokonała niczego godnego uwagi. I nie wyobraża sobie, że w ogóle by mogła. W dniu swoich szesnastych urodzin zostaje oddana za żonę obcemu mężczyźnie. Wyjeżdża z rodzinnego kraju i nagle wychodzi na jaw, że ma wielu wrogów, którzy wiedzą o niej wszystko. Ona nie wie nic. Musi znaleźć w sobie siłę, aby spełnić proroctwa o wielkości. Jeśli jej się nie uda – zginie młodo. Jak większość wybrańców.

Mieliście kiedyś takie uczucie, że coś wam nie gra, ale nie do końca wiecie co? Miałam tak czytając debiutancką powieść Rea Carson

Historia mimo że podobna do innych w młodzieżowym nurcie fantasty, zaskakuje świeżością. Autorka umieściła swoją powieść w czasach średniowiecza. Ukazała fanatyzm religijny i walkę o władzę. W ciekawy sposób przeplatała wątki przygodowe z elementami magii. Widać, że doskonale przemyślała swoją opowieść, bo nie ma w niej żadnych większych niedociągnięć czy nieścisłości. Liczne wzmianki historyczne dodają jej autentyczności. 

Główną bohaterką Dziewczyny ognia i cierni jest szesnastoletnia Elisa, która została wybrana przez Boga i nosi jego Boski Kamień. Niezdarna, nieporadna i niezbyt ładna jednak bardzo inteligentna. Wydana za mąż dla dobra królestwa, trafia do obcego świata. Jakby tego było mało dziewczyna ma do wypełnienia wielką misję. Nie wie jednak co to za zadanie. Zostaje porwana i zmuszona do wyczerpującej przeprawy przez pustynię. Trafi w ręce wroga. Chcąc nie chcąc będzie musiała zmienić swoje dawne przyzwyczajenia jeśli chce przeżyć. Jej zmiana jest diametralna – obrót niemal o 360 stopni. Elisa staje się zaradna, gotowa do poświęceń, pewna siebie i zawzięta. Nie zostaje nic z zakompleksionej i puszystej nastolatki.

Na uwagę z pewnością zasługuje postać Cosme. Na pierwszy plan wysuwa się siła psychiczna dziewczyny. To postać, która, mimo ze jest złośliwa, intryguje czytelnika. Ciekawymi postaciami są też mały Rosario czy lord Hector. 

Mam wrażenie, że autorka tak bardzo chciała, by jej powieść była dopracowana w sposób merytoryczny, że ucierpiały na tym emocje, które starała się pokazać. W pewnym momencie ma się wrażenie, że Elisa nie lęka się niczego. Kompletnie niczego, co jest trochę denerwujące zważając na to jaka była na początku powieści. Z resztą to tyczy się całej historii, a nie tylko postaci Elisy. 

Historia jednak zasługuje na pochwałę. Napisana ciekawym językiem, przemyślana i dopracowana. Nie ma wielkich udziwnień, ani niezrozumiałych słów. Czyta się szybko, jednak pozostaje niedosyt (przynajmniej ja go mam). 
9

poniedziałek, 28 marca 2016

Intruz skrywa się w cieniu - Stephenie Meyer - recenzja

Dziś kilka słów o powieści Meyer, teoretycznie przeznaczonej dla dorosłych czytelników. Według mnie, jest ona mimo wszystko niedoceniana. Sama z początku miałam z nią problem. Jak to ugryźć?! 

Książkę dostałam na urodziny, po tym jak uprzednio, jednym tchem przeczytałam Zmierzch (było to jeszcze przed premierą filmu). Byłam wówczas zachwycona cyklem Meyer o wampirach i wilkołakach (czas gimnazjum – specyficzny wiek). Myślałam, że z równym entuzjazmem sięgnę po nową powieść autorki. Jednak wtedy była to dla mnie męczarnia. Ani opis z tyłu nie za ciekawy, okładka też jakoś nieszczególnie przyciągała wzrok, a pierwsze rozdziały ciągnęły mi się jak flaki z olejem. Poddałam się. Mama dzielnie trwała dalej i opowiadała mi co się dzieje, aż… Zaskoczyło. Nie pamiętam już momentu, który skusił mnie do sięgnięcia po książkę, ale nie żałowałam. (Pominęłam pierwsze, niezbyt porywające rozdziały i zaczęłam czytać.)

Stało się coś co mnie zaskoczyło. Książka przebiła się przez mój „wampirzy” szał. 

Na ziemi panuje pokój. Nie ma głodu. Nie ma przemocy. Środowisko przywrócone do równowagi. Wszyscy są uczciwi uprzejmi i życzliwi. Nasz świat nigdy nie był tak idealny… Ale to już nie jest nasz świat. Został opanowany przez przybyszów z kosmosu. Przejęli oni ciała większości ludzi na ziemi. Nieliczni, którzy przetrwali muszą się ukrywać.

W ciele Melanie – jednej z ostatnich istot ludzkich – zostaje umieszczona dusza – Wagabunda. Ma za zadanie przeszukać myśli i wspomnienia dziewczyny, w celu odkrycia siedziby rebeliantów. Melanie jednak stawia opór. Czy obca istota żyjąca w ludzkim ciele może przejąć jej zwyczaje, uczucie miłości i sama to poczuć. Czy zdradzi swój gatunek żeby pomóc nieznanemu mężczyźnie i dziecku, które nawiedziło ją z snach. Czy potrafi oddzielić swoje uczucia od uczuć Melanie? Co skłoni dziewczyny do zawarcia sojuszu i czy przetrwa on kiedy będą musiały walczyć o życie w brutalnym ludzkim świecie?

Szczerze przyznam, że książka ogromnie mnie zaciekawiła. Co się stanie z Mel? Jak zareaguje Jared? Jeb to geniusz czy jednak stuknięty staruszek? (Cały czas mnie to zastanawia :D ) 

Meyer w ciekawy i szczegółowy sposób opisała życie w jaskiniach. Przedstawiła codzienne sytuacje i niebezpieczne wypady po zapasy. Pokazała ból i cierpienie, smutek i żal po stracie bliskich. Pokazała, że wszystko co nas spotyka w życiu, w jakiś sposób nas wzmacnia. 

Ciekawie wykreowała bohaterów. Są to postaci przemyślane o wiele bardziej niż w serii Zmierzch. Mel jest charakterna i dąży do celu, Wanda jest dobra i życzliwa. Ciekawą postacią jest zapewne Jared. Mel go idealizuje, Wanda pozostaje bardziej krytyczna i zdystansowana. Brutalny Kyle, tajemniczy Doktor, wredna Maggie, asertywny Walter i dobry Ian czy słodki – mały – duży Jamie. Polubiłam te postacie. W ostatecznym rozrachunku zawiódł mnie Kyle, ale, jak wiadomo, nie może być idealnie…

Ogólnie uważam, że Intruz wypada zdecydowanie na plus. Ciekawa historia, zaskakujące zwroty akcji. Świat Meyer przeraża, fascynuje i niepokoi. Ja podziękuję za takie życie. Nie chciałabym być obecna tylko w czyjejś głowie (jeśli nie zniknęłabym całkiem. Chociaż w sumie, to mało prawdopodobne. Jestem za wielką gadułą :D Chyba…) Świetnie rozwinięta pozaziemska cywilizacja kontra ludzie ukrywający się w opuszczonych miejscach…. Nie brzmi kolorowo. Intruz wprowadza czytelnika w zupełnie nowy, choć znany mu świat. Sprawia, że od lektury trudno się oderwać. Nie jest to płytka opowieść – to książka, w której ważne są: przyjaźń, nadzieja, wola walki, poświęcenie, odwaga czy miłość. Dostarcza wielu czasem skrajnych emocji. Z wielką przyjemnością do niej wracam i przeżywam wszystko od nowa (od pierwszych rozdziałów – najczęściej :D ). Dodatkowo ciekawe zakończenie. Mam nadzieję, że definitywne. Uważam, że historia została opowiedziana w sposób kompletny i wymyślanie na siłę, tylko zepsułoby klimat książki. Stephenie, proszę Cię, jeśli kontynuacja nie będzie chociaż w równym stopniu tak dobra jak Intruz, nie ruszaj tej historii!

Teraz jeszcze kilka słów o ekranizacji. Nie wiem jak Wy, ale ja chyba nigdy nie zapomnę filmowcom zepsucia i upłycenia historii. Sceny w jaskini z Kylem, gdy waliła się podłoga, czy pożegnania z Ianem. Grrr… Mimo że podobają mi się filmowi Mel, Jeb, Jared czy Jamie i uważam, że aktorzy stanęli na wysokości zadania, brakuje mi wieeele. Ian i Kyle jakoś nie pasują mi do książkowych postaci:( Dodatkowo zdecydowany minus za nowe "ciało" dla Wandy… A jakie jest Wasze zdanie? Czy podobnie jak ja, uważacie, że Intruz jest niemalże o niebo lepszy od serii Zmierzch?
12

piątek, 25 marca 2016

Ember in the Ashes. Imperium Ognia – Sabaa Tahir – recenzja


Życie składa się z wielu momentów, które nic nie znaczą. A potem któregoś dnia nadchodzi chwila, która wpływa na wszystkie dalsze wydarzenia.


Co się stanie, kiedy urzeczywistnią się zjawy z plemiennych legend? Czy podbity lud będzie w stanie wyrwać się spod rządów ciemiężców? Czy najlepszy, najwierniejszy żołnierz może okazać się zdrajcą? Kim są Maski? Honor, miłość, lojalność, poświęcenie… Czy są jeszcze coś warte w brutalnym świecie?

Lepszy lód niż ciepło. Lepsza siła niż słabość.

Sabaa Tahir wykreowała świat, w którym rządzi się silną ręką. Potężne imperium Scholarów zostało podbite przez, można by rzec, dość prymitywny naród Wojan, który jednak potrafił świetnie walczyć. Mądrość kontra żelazo. W tym starciu zwyciężyła siła. Los Scholarów nie jest łatwy. Nie ma uczciwych procesów, częste naloty na domy nie ułatwiają życia, dodatkowo nie mogą oni obchodzić swoich świąt i czcić tradycji. Z dawnej świetności nie zostało wiele. Światem rządzą potężne Maski. Wyselekcjonowani żołnierze, najwierniejsi, najbardziej bezwzględni wojownicy Imperium. W powieści poznajemy ich świat. Drogę jaką muszą przejść, ucząc się w Akademii by zostać pełnoprawnymi Maskami. To tam pojawia się dziewczyna, która zrobi wszystko by ocalić brata. Czy uda jej się przetrwać pośród bezwzględnych okrutników?

Całe piękno gwiazd jest niczym, kiedy życie na ziemi jest tak podłe.

Świat, który stworzyła Tahir jest dopracowany i nie ma w nim luk. Młoda pisarka, w swoim debiucie, w ciekawy sposób przeplata codzienną rzeczywistość ze światem magii i baśni. Nie ma może tu zbyt wiele historii, jak narodziło się Imperium Wojan i w jaki sposób podbili oni Scholarów, jednak zarys ogólny jest znany. Jak na razie, to wystarczy. 

Bardzo polubiłam Eliasa, który jest bohaterem niejednoznacznym. Samotny wśród przyjaciół. Inny. Chłopak, który chce być wolny, ale jednocześnie pragnie kierować się wpojonymi mu wartościami. Widzi wady w otaczającym go świecie, kwestionuje decyzje i powszechne „prawdy”. Wyszkolony na zabójcę, wychowany wśród plemienia, które nauczyło go dobroci. Kim jest chłopak, który nosi jedno z najpotężniejszych nazwisk w całym Imperium?

Pole bitwy to moja świątynia.
Czubek miecza jest moim kapłanem.
Taniec śmierci jest moją modlitwą. 
Kończący cios wyzwoleniem.

Nie wiem natomiast co sądzić o Lai. Z jednej strony dąży do celu, z drugiej jednak obawia się swojej przeszłości i poniekąd niszczą ją wspomnienia o rodzicach. Dziewczyna ma niskie poczucie własnej wartości. Obwinia się, że nie jest taka jak matka. Z kolejnymi stronami możemy jednak dostrzec, że jej determinacja rośnie, że jest odważna i skora do poświęceń. Nie lęka się upokorzenia, pobicia czy prześladowań ze strony Masek, byle tylko ocalić ostatnią żyjącą osobę ze swojej rodziny. Nie podejmę się teraz jednoznacznej oceny tej postaci. Zobaczę jak Sabaa Tahir dalej pokieruje historią w kolejnej części. 

Z pewnością na uwagę zasługuje postać Komendantki. Czarny charakter, to zdecydowanie zbyt lekkie określenie jeśli chodzi o Keris Verturii. Kobieta nie miała łatwego dzieciństwa, niedoceniana przez ojca, mimo że była najlepszą adeptką, zawsze pozostała gdzieś na uboczu. Gorsza niż mężczyźni, gorsza nawet od swojego syna – bękarta. Potwór w ciele kobiety. Tak, to chyba trafne określenie… 

Nie wszyscy Wojanie to jednak bezduszni wojownicy, którzy czują, że świat należy do nich. Są też tacy, którzy czują się winni za to, co zrobili i nadal robią ich rodacy.

Są dwa rodzaje przewinień. Te, które ciągną cię na dno i czynią bezużytecznym, oraz te, które pobudzają do działania. Niech twoje winy dadzą ci energię. Niech przypomną ci, kim chcesz być. Wyznacz sobie granice. I nigdy więcej ich nie przekraczaj…

Zdrada i wolność. Wydaje mi się, że obydwa te słowa dobrze nawiązują do całości historii. Plusem powieści jest to, że autorka nie wykorzystała tylko motywów znanych z innych powieści młodzieżowych. Osadziła powieść w czasach kiedy walki toczono na miecze, gdzie wielką rolę odgrywała dyscyplina i honor. Mimo brutalności świata, w którym żyją nasi bohaterowie, Sabaa Tahir ukazała, że ważne są przyjaźń i miłość. 

Tahir sprawiła również, że czytając książkę złościmy się na bohaterów, na ich postępowanie, naiwność czy głupie decyzje. Powieść z rozdziału na rozdział, coraz bardziej zaciekawia czytelnika. Żyje się przygodami naszych bohaterów i chce się coraz więcej i więcej. Książkę czyta się naprawdę szybko, a napięcie sięga zenitu. Oby autorka sprostała wyzwaniu i stworzyła kontynuację równie ciekawą jak Ember in the Ashes. Imperium Ognia. Czekam z niecierpliwością i zachęcam wszystkich do przeczytania tej nieszablonowej powieści. 
6

sobota, 19 marca 2016

Życie i śmierć – Stephenie Meyer - Zmierzch opowiedziany na nowo - recenzja

Jeśli los jego jest niezwykły, to i wspaniały zarazem. 
Juliusz Verne 

Od dnia, w którym Beaufort Swan przeprowadza się do miasteczka Forks i spotyka tajemniczą Edythe Cullen, jego życie przybiera niesamowity obrót. Chłopak nie potrafi oprzeć się fascynującej Edythe, obdarzonej alabastrową cerą, złocistymi oczami i nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Nie wie, że im bardziej się do niej zbliża, tym większe grozi mu niebezpieczeństwo. Być może jest za późno, by się wycofać…

Z okazji 10. rocznicy wydania Zmierzchu Stephenie Meyer stworzyła Życie i śmierć – zupełnie nową, zdumiewająco śmiałą wersję legendarnej już powieści, wersję, która z pewnością zaskoczy i zachwyci czytelników. To podwójne wydanie jubileuszowe zawiera słowo wstępne autorki oraz pierwotną powieść. [Publicat]

Polemizowałabym ze stwierdzeniem – zupełnie nową – powieść. Zdecydowana większość historii nie została zmieniona. Stephenie Meyer, jak sama podkreśla ma wielki dystans to tej książki i napisała ją dla żartu. Sama wytyka sobie błędy, jakie popełniła przy pisaniu Zmierzchu. Była ciekawa i poniekąd chciała się przekonać, jakby wypadła zamiana ról. Co się stanie gdy każdy – no niemal każdy – z bohaterów zmieni płeć?? Czy wyjdzie z tego powieść bardziej groteskowa, komiczna i jeszcze bardziej odrealniona? Plus dla Stephenie za zostawienie Charliego, Charliem. 

Zmienia się kilka sytuacji, które wynikają z tego iż Beau jest chłopakiem. Cóż, sami przyznacie, że dziwne by było, gdyby ktoś chciał zgwałcić naszego głównego bohatera… Niektóre wątki zostały pominięte. Część poprawek wyszła na dobre, inne są przejaskrawione.

Beau nie jest zapewne tak irytujący, jak bywała Bella. Nie ma wiecznych pretensji do całego świata, chociaż wydaje się jeszcze bardziej nakręcony na Edythe niż jego pierwowzór na Edzia (tak, wiem, że wydaje się to niemożliwe). Nie jest wyjętym z pierwszych okładek modelem. To pozbawiony dobrej koordynacji niezdara, czasem zagubiony, niezbyt pewny siebie, mający niską samooceną. Jest jednak bardziej stanowczy od Belli i pokusiłabym się o stwierdzenie, że bardziej asertywny. Mimo że nie jest typowym macho, ma wokół siebie wianuszek wielbicielek. Minus – jaki chłopak mówi bez żadnych zahamowań o swoich uczuciach?! Plus – przerywanie wypowiedzi w połowie i niedopowiadanie dalszej części. (Zawsze mnie zastanawia dlaczego dużo facetów, tak robi. Wiecie, to naprawdę wkurzające…)

Edythe jest bardziej otwarta niż jej męski odpowiednik. Nie stroni tak bardzo od kontaktu fizycznego. Częściej flirtuje i jest "śmielsza". Piękna, mądra, uzdolniona – jednym słowem – superwoman. Edythe jest jednak świadoma swoich wad. To postać bardziej ludzka niż Edward – nie aż tak bardzo nierzeczywista.

Dziwne są jednak sytuacje, kiedy z ust, drobnej, słodkiej i z pozoru niewinnej dziewczyny, padają śmiertelne groźby pod adresem gangu… Albo gdy Beau siedzi jej na barana… 

Bardzo podobała mi się alternatywna historia Volturi. Muszę przyznać ciekawie, ciekawie… Co do alternatywnego zakończenia. Z jednej strony oczywiste, z drugiej zaskakujące. Czy Beau będzie równie „stateczny” w uczuciach jak Bella? Jak zniesie gorycz rozstania? 

Podsumowując – kobiety górą :D Zmierzch, to nadal Zmierzch. Wampiry, wilkołaki, niemożliwa miłość. Niby nie zmieniło się tak wiele, a jednak powieść zrobiła się inna.
33

wtorek, 15 marca 2016

Bursztynowy dym - Kristin Cast - recenzja

Wszystko jest niemożliwe, póki nie okaże się możliwe. 

Książka współautorki głośnego i popularnego cyklu Dom Nocy. Tym razem Kristin Cast zdecydowała się na napisanie zupełnie nowej historii jak również zupełnie nowego cyklu – Uciekinierzy. Bursztynowy dym to jego pierwsza książka. 

Czy ludzie mają tylko do wyboru życie w Tartarze jako potępione dusze lub życie w Elizjum? Do czego może doprowadzić zakazana miłość w podziemiach Hadesu

W świecie równoległym do naszego żyją Furie, które strzegą dusz zesłanych do podziemia i skazanych na potępienie. Drzwi do naszego świata zostają jednak otwarte. Obydwa światy są zagrożone. Potężna klątwa niszczy Tartar, a demony zabijają i szerzą zło. Nie wszystko jest jednak stracone. Mija ratunkowa zostaje powierzona Alekowi – synowi Furii. Czy młody, potężny acz niedoświadczony wojownik sprosta zadaniu? Nie będzie jednak osamotniony. Chłopak ma odnaleźć dziedziczkę potężnej wyroczni Pytii – Evę – i razem z nią stawić czoła potężnemu złu. Nie wszystko jest jednak takie, na jakie wygląda…

Czas to zmienna bestia. Nie ma ustalonego początku ani końca, nie biegnie też jednostajnie, jak sobie wyobrażają śmiertelni. Zamiast tego zagina się i rozszczepia pod powierzchnią niczym korzenie drzewa. Wystarczy spojrzenie w złym kierunku, , źle zrobiony krok, niewłaściwie wybrany towarzysz, a czeka cię inna przyszłość.

Jeśli spodobała Ci się seria Domu Nocy, to również Bursztynowy dym przypadnie Ci do gustu. Lubisz mitologię, Herculesa lub serial Czarodziejki? Ta książka, to coś dla Ciebie. 

Historia jest ciekawie napisana. Cały czas coś się dzieje i nie można narzekać na nudę. Może trochę nie do końca przemyślane są wątki w świecie nieśmiertelnych. Miałam wrażenie, że były pisane tak na szybko. 

Głównym walorem powieści jest wprowadzenie kilku perspektyw – Aleka, Evy, czy panów detektywów. 

Wielki plus dla Kristin Cast za stworzenie bardzo ciekawego wątku kryminalnego. Według mnie świetnie wykreowała postaci detektywów Schillinga i Grahama. Jeden to zapalony nowicjusz, drugi to lekko zgryźliwy policjant z dłuższym stażem. Charyzmatyczni i zaangażowani w swoją robotę. Do tego psychopatyczny morderca, mordujący młode dziewczyny. Dla mnie wypadło to naprawdę dobrze. Zdecydowanie najlepszy wątek.

Zawsze sprawdzaj tylne siedzenie. Tak jest bezpieczniej. (Moja mała obsesja w sprawdzaniu tylnego siedzenia coraz bardziej się umacnia….) 

Alek jest typowym herosem. Bardzo poważnie traktuje swoje zadanie. Blondyn z loczkami i niesamowitymi oczami. Wysoki i umięśniony. Każda dziewczyna chce go mieć. To arogancki i pewny siebie chłopak, który ma ogromne poczucie własnej wartości. Muszę jednak obiektywnie przyznać, że kocha swoje matki i troszczy się o bliskich. 

Eva to trochę taka szara myszka ukryta w ciele seksbomby. Przechodzi gigantyczną przemianę od początku powieści, do zakończenia książki. Jak dla mnie Kristin Cast za bardzo to przerysowała. 

Psychopatyczny morderca – dla mnie mega. Więcej Wam o nim nie powiem :)

Autorka potrafiła pokazać jak ważna jest przyjaźń i lojalność. 

Ktoś mi kiedyś powiedział, że czasem trzeba zrobić coś niewłaściwego, by ochronić kogoś właściwego.

Książkę przeczytałam w jeden wieczór. Naprawdę potrafi zaciekawić jeśli lubi się takie klimaty. Zakończenie książki pozostawia w czytelniku wiele pytań i rozbudza ciekawość na dalszą część historii. Mam nadzieję, że w drugim tomie, na pierwszy plan, nie wysunie się romans, tylko dalej będzie można liczyć na wartką akcję i momenty, które trzymają czytelnika w napięciu.
1

sobota, 12 marca 2016

Panika – Lauren Oliver - recenzja


Dziwne, że ludzie mogą się znać przez tyle lat i tak bardzo mylić się co do siebie.

Czy zaryzykujesz i postawisz na szali własne życie, by wygrać przepustkę do "lepszej przyszłości”? Zmierzysz się ze swoimi największymi lękami i przeciwnościami byle pokazać, że jesteś coś wart? Zagrasz?

Panika to gra, w której sprawdzane są twoje największe słabości. Jeśli grasz, musisz liczyć się z tym, że możesz nie wyjść z niej żywy. Całej zabawy pilnują sędziowie. To oni ustalają reguły i wymyślają kolejne konkurencje. Wszyscy wiedzą, że istnieje Panika, ale już przez wiele lat, policja nie była w stanie złapać uczestników i przerwać gry. Jest jedna zasada: ani pary z ust… 

Stawką jest wielka kasa, ale stracić można znacznie więcej…


Człowiek wszędzie zabiera ze sobą swoje demony, tak samo jak zabiera ze sobą swój cień. 

To nie jest typowa książka dla nastolatków. Nie ma tu słodkich romansów, czułych słówek czy łatwego życia. 

Historia przedstawiona w powieści toczy się dwutorowo. Z jednej strony poznajemy zmagania Heather, z drugiej przeżycia Dodge`a. 

Ona postanowiła wziąć udział w rozgrywce trochę przez przypadek. Zdradzona przez chłopaka postanawia udowodnić, że jest lepsza niż on uważał. 

On natomiast, planuje zemstę za wydarzenie sprzed kilku lat i jako jedyny nie daje się złapać w sidła strachu. 


Nikt z nich nie był bezpieczny.
Już nie. I nigdy nie będzie.


Czy przeszłość wpłynie na teraźniejszość? Czy obcy człowiek może się stać kimś bliski, a najbliższa osoba, obca? Czy śmierć zakończy grę? 

Panika spodoba się zarówno nastolatkom jak i dorosłym. Czytając książkę stwierdziłam, że będzie banalna i niczym mnie nie zaskoczy. Historia, którą wymyśliła Lauren Oliver, mimo że nie jest nowatorska, potrafi sprawiać niespodzianki. Przewidywalny jest wątek sędziów – bardzo łatwo idzie rozgryźć, kim są. 

Historia niosąca ze sobą trudy życia z osobą uzależnioną czy też radzenie sobie z kalectwem bliskich. 

Bohaterowie, są postaciami złożonymi. Kierują nimi miłość, zemsta, przyjaźń i wierność sobie i swoim ideałom. Łatwo ich polubić i widzieć siebie jako jedną/jednego z nich. 

Opowieść przedstawiona w książce, lub też sami bohaterowie i ich zachowania, momentami mogą przerazić. Jednak to tylko podnosi wiarygodność historii. 

Panika to druga książka Lauren Oliver, którą udało mi się przeczytać. Pierwszą była 7 razy dziś, która nie zrobiła na mnie wrażenia. Tym razem jednak, książka miała to coś, co sprawiło, że pewnie jeszcze do niej wrócę. Trzymała w napięciu, które stopniowo wzrastało i do końca nie było wiadomo jak skończy się rozgrywka. 

Ode mnie jeszcze jeden minus za to, że nie wiadomo, co stało się z tygrysem ;( 

Na koniec mój ulubiony cytat:

Odwaga polega na tym, żeby iść do przodu, choćby nie wiem co. Może pewnego dnia znów będzie musiała stanąć na krawędzi i skoczyć. I zrobi to. Wiedziała już teraz, że zawsze jest nadzieja, światełko w tunelu – nawet pośród ciemności, strachu, pośród największych głębin. Zawsze jest słońce, po które można sięgnąć, i powietrze, i przestrzeń, i wolność. 
Zawsze jest jakaś droga, którą można pójść, zawsze jest jakieś wyjście. I nie trzeba się bać. 


PS Polecacie Delirium





10

wtorek, 8 marca 2016

His Proposed Deal - Sandi Lynn - recenzja

Grey w wersji soft...

TRZY MIESIĄCE. 
TRZY MIESIĄCE. 
TO MIAŁY BYĆ TRZY MIESIĄCE. 

Nazywam się Emma Knight i jestem dwudziestoczteroletnią kobietą, która miała się przeprowadzić z Miami do Nowego Yorku, by spełnić swoje marzenie o uczęszczaniu do szkoły projektowania Parsons. Zaczęłam realizować mój plan. Byłam już spakowana, gotowa, by rozpocząć moją podróż, ale wtedy poznałam mężczyznę i dostałam emaila, te dwa czynniki zmieniły moje plany oraz życie. 

Max Hamilton to dwudziestopięcioletni przystojniak, playboy, który został wychowywany, by przejąć Hamilton Securites i to on powiedział, że wszystko będzie trwało tylko trzy miesiące. Zaproponował mi, bym udawała jego narzeczoną do jego dwudziestych szóstych urodzin, by mógł zdobyć dostęp do funduszu powierniczego. Pomogłam mu a on w zamian miał pomóc mi spełnić moje marzenie. W tej sytuacji wszyscy wygrywali, prawda?

Nieprawda. 

Miłość nigdy nie była częścią tej umowy, częścią umowy. Nie był nim również sekret, o którym Max nie mógł się dowiedzieć.

Max – typowy playboy gotowy na szybki numerek, z dziewczyną dopiero co poznaną w klubie. Za wszelką cenę próbuje uwolnić się od ojca. Postać dość płytka. Dla niego liczy się tylko wygląd zewnętrzny. Może zawsze i wszędzie. Jest porywczy i impulsywny. Nie potrafi okazywać uczuć. Szanuje jednak swoich współpracowników i troszczy się o bliskie sobie osoby. To tchórz, który nie potrafi stawić czoła swoim lękom (dobra, może trochę przesadziłam, bo na końcu daje rade). Często budzi skrajne odczucia. 

Emma – dziewczyna, która jest skłonna zrobić wiele, byle tylko spełnić swoje marzenie. Łamie stereotyp rozpieszczonej jedynaczki. Dziewczyna jest zdolna do poświęceń. Potrafi sobie radzić w trudnych sytuacjach. Ma charakterek i umie zaleźć człowiekowi za skórę. Nie potrzebuje faceta, żeby sobie poradzić.

Plusem książki jest zdecydowanie to, że szybko się ją czyta. No i to by chyba było na tyle. Historia nie porywa, akcji praktycznie brak. Postacie nie przekonują. Uczucia są strasznie spłycone. Mimo że główni bohaterowie są ze sobą, według mnie brakuje tu chemii. Nie wiem czy człowiek się odstresuje, czy raczej zirytuje czytając książkę… Książka bardzo mi przypominała Pięćdziesiąt twarzy Greya. His proposed deal to taka wersja soft. Sorry Ana, ale Emma wygrywa starcie. Zważając na to, że książki E.L. James nie przypadły mi do gustu, ta również jakoś mnie szczególnie nie zainteresowała. Może dlatego, że nie lubię typowych romansów. Nie wiem… 



0

niedziela, 6 marca 2016

O Voldemorcie słów kilka...

Lord Voldemort - psychopatyczny morderca i ofiara własnych obsesji.

Kim był słynny Lord Voldemort? Czy zawsze był spragnionym władzy bezlitosnym zabójcą? Co spowodowało, że stał się czarodziejem, którego imienia bano się wypowiadać? Trauma z dzieciństwa, pragnienie potęgi, przerost ambicji czy arogancja doprowadziły do jego upadku? Może wszystko razem sprawiło, że Tom Riddle – wybitny uczeń i przystojny chłopak stał się najmroczniejszym człowiekiem w dziejach świata czarodziejów… 

Tom Marvolo Riddle został osierocony przez matkę, Meropę, wkrótce po urodzeniu. Jego ojciec, również Tom, był mugolem, który porzucił Meropę, gdy ta była w ciąży. Kobieta oszukała go i dzięki eliksirowi miłosnemu nakłoniła do małżeństwa. Gdy czar prysł, a Tom Riddle dowiedział się, że jego żona jest czarownicą, odszedł, zostawiając ją samej sobie. Młody Tom wychowywał się w sierocińcu. Czuł, że jest inny. Nie potrafił porozumieć się z rówieśnikami, często im dokuczał, potrafił sprawić im ból, zarówno psychiczny jak i fizyczny. Zbierał pamiątki po swoich ofiarach. Jako jedenastolatek dowiedział się, że jest czarodziejem i może rozpocząć naukę w Hogwarcie. Zawsze czuł, że jest wyjątkowy. Był błyskotliwym, bardzo inteligentnym, czarującym chłopakiem, zdobywającym uznanie w oczach nauczycieli jak i rówieśników. Tylko jedna osoba nigdy do końca mu nie ufała – profesor Albus Dumbledore – jedyny człowiek, którego obawiał się Tom.

Chłopak miał obsesję na punkcie swojego pochodzenia. Odkrył, że jest spokrewniony ze starym rodem Gauntów – potomkami Slytherina. Dzięki temu mógł otworzyć Komnatę Tajemnic i panować nad bazyliszkiem. Jednak przez ataki potwora i w konsekwencji śmierć dziewczyny, istniała groźba zamknięcia szkoły. Tego jednak chłopak nie chciał. Zapieczętował komnatę, a winę za swoje czyny zrzucił na Hagrida. W tym czasie stworzył pierwszego horkruksa – przedmiot zawierający część jego duszy, dający możliwość nieśmiertelności. 

Tom coraz więcej dowiadywał się o swojej rodzinie. Odnalazł wuja – Morfina, który opowiedział mu o jego ojcu. Rozzłoszczony chłopak oszołomił go i zabrał mu różdżkę, by zabić nią ojca i dziadków. Później wrócił do wuja, zmodyfikował mu pamięć tak, by myślał, że to on popełnił morderstwa. Zabrał jeszcze z jego domu pierścień rodowy, z którego stworzył kolejny horkruks. 

Po ukończeniu szkoły niejednokrotnie chciał podjąć pracę jako nauczyciel obrony przed czarną magią. Jednak za każdym razem mu odmawiano. W konsekwencji rzucił klątwę na upragnione stanowisko. Młody Tom zatrudnił się w sklepie u Borgina&Burkes’a. „Zaprzyjaźnił” się ze starą czarownicą, która miała dwa niezwykle cenne przedmioty, które Tom chciał pozyskać do swojej kolekcji – medalion Salazara Slytherina i puchar Helgi Huffelepuff. Zabił starszą kobietę, a z trofeów uczynił kolejne horkruksy. Wkrótce potem zaczął podróżować. Zniknął na dziesięć lat. W tym czasie odnalazł zaginiony diadem Roweny Ravenclaw, kolejny przedmiot należący do założyciela jednego z czterech domów w Hogwarcie (miał już bowiem medalion Slytherina i puchar Huffelpuff). Również 
z diademu stworzył horkruksa. Doskonalił się w czarnej magii. Powrócił już nie jako Tom Riddle lecz Lord Voldemort. 

Przez lata nieobecności udało mu się zyskać wielu zwolenników – śmierciożerców. Niewielu zdawało sobie sprawę, że potwór, który zagraża ich bezpieczeństwu, bezlitośnie morduje całe rodziny i nie liczy się z nikim, jest czarującym chłopakiem, który nie tak dawno skończył Hogwart – Tomem Riddlem. To jednak on łamał prawo, używając zaklęć niewybaczalnych, tworzył armie Inferiusów – ożywionych zwłok. Sprzymierzył się z różnymi gatunkami, byle tylko zyskać jak największą przewagę i zawładnąć światem.

Zgubiła go jednak przepowiednia. Miał się narodzić chłopiec, który może mu zagrozić 
i pozbawić go potęgi. Voldemort odkrył, że jest nim syn Potterów. Odnalazł ich i zabił ojca oraz matkę, która osłaniając Harry’ego własnym ciałem, zapewniła mu ochronę. Śmiertelne zaklęcie rzucone na chłopca przez Voldemorta odbiło się od dziecka i ugodziło w niego samego. Od tego momentu Czarny Pan przepadł bez wieści na kolejnych dziesięć lat.

Przez ten czas próbował odzyskać ludzką postać. Udało mu się jednak dopiero, gdy Harry miał czternaście lat. Wykorzystał krew chłopaka, rękę sługi i kości ojca. Znów przypominał człowieka. Pragnął odbudować swoją dawną potęgę i przejąć kontrolę nad światem. 

Zaczął się kolejny okres terroru. Czarodzieje i mugole zaczęli ginąć. Dementorzy, wilkołaki, olbrzymy i pająki przyłączyły się do odbudowanej na nowo organizacji śmierciożerców. Voldemort miał jeden cel - zabić Pottera i zapanować nad światem.

Wykorzystując psychoanalityczne podejście Zygmunta Freuda możemy znaleźć wiele teorii, które pasują do osobowości sławnego Lorda Voldemorta. Zaburzenia struktur osobowości, Tanatos i Eros, lęki, mechanizmy obronne.

Na samym początku możemy zauważyć, że Ten, Którego Imienia Nie Wolno wymawiać ma zaburzenia w strukturze osobowości. Nie ma sumienia. Nie przestrzega w swoim życiu norm społecznych, ani prawnych, jest nader agresywny. 

Voldemort ma bardzo rozwinięty popęd życia i śmierci. Z jednej strony chce sobie zapewnić nieśmiertelność, czyli ma silnie rozwinięty popęd życia. Obawia się śmierci, chce ją oszukać poprzez tworzenie horkruksów. Jednak naraża się na niebezpieczeństwo, tocząc wojny i stając do pojedynków. Możemy tu dostrzec popęd agresji – pragnienie śmierci jest jednak zablokowane poprzez popęd życia oraz inne przeszkody w osobowości, które przeciwstawiają się popędowi śmierci; dlatego m.in. walczy z ludźmi – jego agresywność jest autodestrukcją zwróconą na zewnątrz, przeciw obiektom zastępczym. 

Czarny Pan wykorzystuje mechanizm intelektualizacji – redukuje niepokój i napięcie do myślenia w zimny, kliniczny sposób. Pozwala mu to uniknąć myślenia w sposób emocjonalny, dzięki czemu skupia się na aspekcie intelektualnym. To przecież bardzo utalentowany człowiek. Jednak jeśli chodzi o jego emocje i uczucia, są one dość skrajne: jego gniew ma niewyobrażalne rozmiary, a radość jest wręcz maniakalna. 

Oprócz tego możemy wyróżnić także wyparcie – Voldemort nie chciał pamiętać, swojego pochodzenia i swojej przeszłości (sierociniec), porzucenie wywołało u niego wielki gniew oraz nieufność, które utrzymywały się również w dorosłym życiu. Zabijając rodzinę, próbuje pozbyć się nawarstwiającego gniewu. Nie był kochany, dlatego nie rozumiał potęgi miłości i próbował ją niszczyć. 

Kolejnym mechanizmem obronnym jest projekcja. Voldemort niemal dosłownie projektuje swoją rzeczywistość. Zawsze pragnął być „czystej krwi”. Zmienia więc nazwisko 
i nadaje sobie tytuł lorda, by ukryć swoje „niższe” pochodzenie. Ma własną wizję świata, stara się przejąć nad nim kontrolę dzięki represjom na czarodziejach półkrwi 
i mugolach. Sam Wiesz Kto posługuje się również racjonalizacją. Morderstwom nadaje status normalny, wręcz naturalny. Gdyby się ich nie dopuścił, sam mógłby przecież zginąć. 

Można powiedzieć, ze Voldemort w pewien sposób wykorzystuje również mechanizm identyfikacji. Nigdy nie znalazł sobie wzorca, z którego mógłby brać przykład. Dlatego pragnie, żeby inni identyfikowali się z nim. Tworzy więc grupę zwolenników – śmierciożerców – których „zaraża” swoimi ideami i z którymi może się później identyfikować. Wykorzystuje ich do swoich celów, jest dla nich wzorem. 

U Voldemorta możemy również dostrzec stany lękowe. Obawia się śmierci, bólu i porażki (gdy już wie, że Harry niszczy horkruksy) oraz jednego, jedynego człowieka – Albusa Dumbledora. Wie, że profesor nigdy mu nie ufał i że go podejrzewał. Toteż Tom, z obawy przed przegraną, nigdy nie stanął z nim do pojedynku. 

Bazując na założeniach Ericha Fromma, możemy stwierdzić, że Voldemort nie wykazuje pięciu potrzeb wynikających z egzystencji ludzkiej. Jego potrzeba powiązań praktycznie nie istnieje. Nie tworzy głębszych relacji, mimo że teoretycznie jest odpowiedzialny za innych, nie interesuje go ich los. Nie szanuje praktycznie nikogo. Podobnie jest z potrzebą zakorzenienia. Voldemort ma swoich popleczników, ale od zawsze jest samotny. Zwolennicy są mu potrzebni tylko do wypełniania poleceń. Czarny Pan nie identyfikuje się z nikim. Uważa się za najpotężniejszego i najmądrzejszego czarownika wszechczasów. Jest półkrwi, a mimo wszystko chce tępić sobie podobnych. 

Erik H. Erikson pracował nad wykończeniem psychoanalizy i stworzył psychoanalityczną zasadę rozwoju. Doszedł do wniosku, że rozwój człowieka przebiega stadialnie i każde stadium ma wpływ na rozwój tożsamości. Jeśli rozwój na jakimkolwiek etapie zostanie zaburzony, może nastąpić zahamowanie w dalszych stadiach. Erikson wyróżnił osiem takich stadiów: 1. podstawowa ufność a podstawowa nieufność, 2. autonomia a wstyd i niepewność, 3. inicjatywa a poczucie winy, 4. pracowitość a poczucie niższości, 5. tożsamość a pomieszanie tożsamości, 6. bliskość a izolacja, 7. produktywność a stagnacja, 8. integralność a rozpacz. Historia Voldemorta pokazuje, że w każdym stadium miał braki. Porzucony jako niemowlę, wychowywany w sierocińcu, stał się nieufny. Życie innych ludzi nie miało dla niego znaczenia, jednak sam pragnął stać się nieśmiertelny. Nigdy nie potrafił okazać pokory czy skruchy. Całe życie ciążyła mu jego przeszłość i przez to, mimo że był lubiany i doceniany w szkole, znęcał się nad innymi. Nie potrafił pracować w zespole i nawiązać przyjaźni. Starał się wyrzucić z pamięci swoje pochodzenie i tożsamość, tworząc nowy obraz siebie. Jego arogancja i niefrasobliwość w konsekwencji doprowadziły go do upadku. Wszystkie etapy można zatem uznać jako niezaliczone. Nic więc dziwnego, że Tom Riddle stał się psychopatą.

Karen Horney w swojej teorii również nawiązywała do twierdzeń Freuda. Stworzyła dziesięć potrzeb neurotycznych, które powstają w wyniku próby rozwiązania zaburzonych stosunków z ludźmi. Nazywane neurotycznymi, bo to irracjonalne sposoby rozwiązania problemu – są źródłem wewnętrznych konfliktów. U Czarnego Pana możemy wyróżnić potrzebę władzy. Voldemort pragnął siłą podporządkować sobie świat, stworzyć go według własnej wizji. Gardził słabszymi i wszystkimi niemającymi czystej krwi. Nie liczył się z nikim. Wykorzystywał otoczenie w każdy możliwy sposób. Jeśli ktoś mu się nie podporządkował z własne woli, siłą zmuszał go do posłuszeństwa. Aby zniszczyć wrogów, posunął się nawet do zawarcia sojuszu z gatunkami, którymi gardził i którymi się brzydził, aby tylko zwiększyć swoje szanse na zwycięstwo. W pewnym sensie przejawiał też potrzebę prestiżu i uznania społecznego oraz potrzebę bycia podziwianym. Pragnął podziwu i uznania. Chciał być uważany za „Pana Życia i Śmierci”. Aby zyskać większy rozgłos i posłuch, ubarwiał swoje dokonania, jednocześnie umniejszając dokonania innych. Nie można także pominąć potrzeby samowystarczalności i niezależności. Sierociniec wykształcił w nim obydwie te cechy. Rozczarował się swoją rodziną, pochodzeniem i stał się samotnikiem. Horney wyróżnia jeszcze jedną potrzebę – doskonałości i odporności na ataki. Voldemort od zawsze starał się być najlepszy we wszystkim. Jeden z prymusów w historii szkoły, największy zły czarodziej, pragnął zostać najpotężniejszym czarodziejem w dziejach. Tworzył horkruksy, aby być niezwyciężonym. Wyraźnie widać, że Czarny Pan zawsze występował przeciwko ludziom. Wytworzył w swojej głowie Ja Idealne. 

Zgodnie z APA w 2013r. kompleks niższości został określony jako zaniżenie poczucia własnej wartości, niepewność wobec niespełniania wymagań i standardów społeczeństwa. Często człowiek chce to nadrobić i zrekompensować sobie poprzez osiągnięcie przewagi nad innymi, podporządkowanie sobie otoczenia, podkreślenia swojej wyższości. Może to doprowadzić do skrajnie aspołecznych zachowań. Dążenie do wyższości jest kompensacją poczucia niższości. Według Adlera, to właśnie poczucie niższości jest główną siłą napędową i motywem działań. Psychiatra sądził, że człowiek rodzi się i czuje się niespełniony, 
z głębokim sensem niższości.

Można też domniemywać, że Voldemort maskuje swój kompleks niższości poprzez manię wielkości. Czarny Pan był przekonany o swojej wielkości, niezwykłości i potędze. Miał bardzo wysokie przekonanie o własnej wartości, uważał, że jest lepszy od innych, zdolniejszy, że świat leży u jego stóp. Twierdził, że może dokonać wszystkiego, co tylko sobie wymyśli. Nikt bowiem nie potrafił mu dorównać i nikt nie był wart jego uwagi. Często reagował gniewem, był zaniepokojony, wszczynał kłótnie. Na drodze, prócz Dumbledora, stał mu tylko Harry Potter – Chłopiec, Który Przeżył. To przez niego zniknął na tyle lat, dla jego przeciwników, był symbolem wolności i upadku Riddle’a. Aby udowodnić wszystkim swoją potęgę, chciał się go pozbyć. To właśnie w obecności Pottera ujawniają się prawdziwe emocje Voldemorta – wątpliwości, rozgoryczenie, wtręt, wściekłość, zniecierpliwienie, nienawiść czy nawet znudzenie. Miał wręcz paranoję na punkcie Harrego. Tak zaślepiała go chęć zemsty i własna arogancja, że nie potrafił uczyć się na błędach. 

Postać Voldemorta idealnie wpisuje się w stereotyp o seryjnych morderców. Jest osobą o ponadprzeciętnej inteligencji, nie posiada żadnych uczuć, nie ma wyrzutów sumienia, ukrywa własny lęk. Potrafi manipulować ludźmi i doskonale maskuje swoje czyny, udaje dobrego obywatela. Zbiera trofea.

Nie można się nie zgodzić z faktem, że Tom Riddle rzeczywiście jest osobą o bardzo wysokim ilorazie inteligencji. Przez wszystkie lata nauki w Hogwarcie był wybitnym uczniem o szerokich zainteresowaniach. Jednym z najlepszych w całej historii szkoły. Został przecież prefektem naczelnym. Bardzo lubiany przez nauczycieli, którzy doceniali jego umiejętności. Bezustannie poszerzał swoją wiedzę w różnych dziedzinach. W czarach mógł mu dorównać jedynie Albus Dumbledore. U Riddla jednak inteligencja szła w parze z arogancją. 

Mimo że udawał człowieka bez uczuć, przez całe życie nosił w sobie postać skrzywdzonego, porzuconego chłopca. Krzywdził innych, by zrekompensować własną krzywdę i poczucie bycia niechcianym. Nie mógł zapomnieć ojcu, że zostawił jego ciężarną matkę i w odwecie zabił całą rodzinę Riddlów. Nie znał innego sposobu na okazywanie swoich uczuć niż wywoływanie bólu i cierpienia u innych. Tylko uśmiercanie przybliżało go do odczucia bliskiego euforii.

Można powiedzieć, że Tom Riddle tak naprawdę bał się przez całe życie. Nie akceptował swojego pochodzenia, więc nadał sobie nowe imię. Obawiał się, że ktoś odkryje zabójstwa, których dokonał podczas nauki w Hogwarcie. Bał się, że Dumbledore pozna wszystkie jego mroczne sekrety, że ktoś dowie się jego tajemnicach dotyczących horkruksów, że dostrzeże jego słabość i ból, w momencie kiedy kawałki jego duszy były niszczone. Najbardziej jednak obawiał się porażki i bycia pokonanym.

Nie zmienia to jednak faktu, że Voldemort potrafił doskonale manipulować ludźmi, bez względu na to, czy ktoś był jego poplecznikiem czy nie. Ludzie robili to, co chciał - 
z własnej woli, ze strachu, lub po prostu zostali do tego zmuszeni za pomocą zaklęć. Sam Wiesz Kto do pewnego momentu udawał normalnego człowieka, żyjącego zgodnie z prawem. Jednak to były tylko pozory. Przez długie lata znęcał się nad innymi uczniami w szkole, zrzucił winę na Hagrida za śmierć Marty i otwarcie Komnaty Tajemnic, zmodyfikował wspomnienia wuja tak, że ten przyznał się do morderstwa Riddlów. Zawsze udało mu się uniknąć odpowiedzialności i nikt nie podejrzewał, że właśnie on może stać za sprawą tych zbrodni. Tak było jednak do czasu. Kiedy urósł w siłę, pokazał swoje prawdziwe oblicze – bezlitosnego mordercy dążącego po trupach do celu. 

Jeszcze będąc w sierocińcu, Voldemort pokazał skłonność do zbierania „pamiątek”. Zabierał innym dzieciom ich własność. po tym, jak się nad nimi znęcał i zmuszał do wykonywania swojej woli. W późniejszym okresie również zabierał swoim ofiarom przedmioty, mające wartością historyczną. 

„Kurt Schneider (1928) opisuje psychopatę, jako osobę, która sama cierpi i u innych to cierpienie wywołuje. "Kolec" psychopatyczny jest u niego skierowany do wewnątrz i na zewnątrz, jednocześnie (cyt. za Kępiński, 1977). Z kolei Erich Fromm przedstawia to następująco: "...osoba sadystyczna cierpi na impotencję serca, niemożność dotarcia do drugiego człowieka... kompensuje sobie tę niemożność potrzebą posiadania władzy nad innymi"

U Voldemorta można zdiagnozować wiele zaburzeń osobowości. 

Przejawia zachowania występujące w osobowości paranoicznej. Okazuje nadmierne zajmowanie się nieuzasadnionymi wątpliwościami na temat lojalności i zaufania ze strony współpracowników; przejawia opór w okazywaniu innym zaufania; uporczywie okazuje urazę; dopatruje się ataków pod adresem swojego charakteru ze strony innych, którzy nie mają takich intencji oraz szybko reaguje gniewem lub kontratakiem (DMS-IV). Ma tendencje do długotrwałego przeżywania przykrości, podejrzliwości; odbierania przyjaznych intencji, jako form ataków; prowokuje do walki, ma sztywne poczucie własnych praw niewspółmierne do potrzeb wynikających z sytuacji; tendencje do przeceniania własnego znaczenia(ICD-10).

Można zaobserwować również osobowość schizoidalną. Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać okazuje brak motywacji lub zadowolenia z bliskich relacji międzyludzkich; wybiera samotne formy aktywności; nie ma bliskich przyjaciół, okazuje chłód uczuciowy (DSM-IV). Okazuje chłód emocjonalny, wycofywanie się lub spłycenie uczuciowości; ma ograniczoną zdolność okazywania przyjaznych uczuć; prawie stałą preferencję do samotnictwa, silne pochłonięcie fantazjowaniem i introspekcją, brak bliskich przyjaciół lub zaufanych osób oraz brak potrzeby takich związków (ICD-10). 

Wyraźnie zarysowuje się natomiast osobowość dysocjacyjna. Voldemort przejawia: brak umiejętności dostosowywania się do norm społecznych, co potwierdzone jest zachowaniami łamiącymi prawo i stanowiącymi podstawę do aresztowania; skłonnością do oszustwa przejawiającą się częstym stosowaniem kłamstwa, używaniem fałszywych nazwisk; drażliwością i agresywnością; brakiem wyrzutów sumienia (DSM-IV). Bezwzględnym nieliczeniem się z uczuciami innych; silną i utrwaloną postawą nieodpowiedzialności i lekceważenia norm, reguł i zobowiązań społecznych; bardzo niska tolerancja frustracji i niskim progiem wyzwalania agresji; niezdolnością przeżywania poczucia winy; wyraźną skłonnością do obwiniania innych (ICD-10). 

Najbardziej jednak ze wszystkich widoczna jest osobowość narcystyczna. Wyolbrzymianie poczucia ważności; nadmierne fantazjowanie o nieograniczonych sukcesach, władzy, świetności; przekonanie, że jest się osobą „szczególną” ; nadmierna potrzeba bycia podziwianym; poczucie bycia uprzywilejowanym; eksploatowanie innych osób; brak empatii powodujący, że dana osoba nie rozpoznaje lub nie identyfikuje się z uczuciami i potrzebami innych; zazdroszczenie innym lub przekonanie, że inni zazdroszczą danej osobie; okazywanie arogancji i wyniosłości w zachowaniu i postawach (DMS-IV). 

Z całą pewnością można stwierdzić, że Lord Voldemort nie był zrównoważoną osobą. Tyranizował, zastraszał, maltretował, był okrutny i bezlitosny. Bez wątpienia dzieciństwo miało wpływ na jego dalszy rozwój. Porzucony, niekochany, inny od reszty dzieci, z którymi się wychowywał. Już wtedy budził lęk. Samotnik, który stawia sobie wysokie cele i nie szuka bliższych relacji. Sam cierpiał przez całe życie, jednak zawsze to ukrywał, dlatego zadawał cierpienia innym. Chciał być wszechwładny i wszechmocny. Opętany rządzą zemsty na Harrym Potterze i odbudowaniem swojej potęgi, podporządkowaniem sobie całego świata. Autorka serii sama przyznała, że stworzyła go w oparciu o postać Adolfa Hitlera. U Voldemorta pojawia się więc obsesja na punkcie rasowym, chęć wytępienia mugoli i czarodziejów niemających czystej krwi. Jego osobowość jest bardzo złożona. Tom Riddle został wymazany z pamięci większości ludzi. Zniknął, przyjmując nowe imię – takie które budziło 

lęk i tylko nieliczni czarodzieje nie bali się go wymawiać – Lord Voldemort. Sam Wiesz Kto to postać w pewien sposób tragiczna. Nigdy nie poznał potęgi miłości i przyjaźni. Nie potrafił ich zrozumieć. Głównym celem stało się zabicie Harrego Pottera. Wierzył, że wtedy osiągnie spełnienie. Chciał żyć wiecznie i sprawować władzę nad całym światem. Jego obsesje tak naprawdę rządziły całym jego życiem…

PS Teraz trochę na wesoło :D

2

piątek, 4 marca 2016

Każdego dnia - David Levithan - recenzja


Miałam pewne opory przed sięgnięciem po Każdego dnia. Już dość długi czas stała w mojej biblioteczce i czekała na swoją kolej. No i się doczekała… Wydawało mi się, że nie może być nic ciekawego w książce, w której każdego dnia człowiek znajduje się w innym ciele, że będzie to płytka historia i typowe głupie przeżywanie nastolatka, które nie wniesie nic ciekawego ani nie zaintryguje czytelnika. Cóż… Myliłam się… Bardzo.

A każdego dnia zamieszkuje inne ciało. Zawsze swojego równolatka. Nie ma znaczenia, czy chłopaka czy dziewczyny. Pogodził się już z takim życiem. Nie zna innego. Nie wie czy następnego dnia obudzi się w tym samym mieście, czy może kilkaset kilometrów dalej. Kim będzie? Nie może w żaden sposób tego przewidzieć. Pewnego dnia budzi się ciele Justina i wtedy wszystko się zmienia. Rhiannon – dziewczyna chłopaka, którego ciało właśnie zamieszkuje, budzi w nim uczucia, jakich nigdy wcześniej, jako on sam nie doświadczył. Dla niej jest w stanie łamać wszelkie reguły, nakazy i zakazy, byle tylko z nią być. Czy taki związek jest możliwy? Czy A rzeczywiście jest taki wyjątkowy jak mu się wydaje? Czy będzie w stanie poświęcić się dla dziewczyny, którą pokocha?

Książka potrafi poruszyć czytelnika. A (bo takie imię nosi nasz główny bohater) jest postacią bardzo tragiczną. Nie zna swoich rodziców ani rodziny. Nikt nie czytał mu na dobranoc, nie rozumiał jego obaw i strachów. Nikt go nie znał. Wszyscy myśleli, że to ich dzieci, a nie ktoś inny. Nie ma przyjaciół, nie ma swojego domu… Żyje życiem ludzi, których w danej chwili zamieszkuje. Gdy nareszcie znajduje kogoś, z kim z całego serca chciałby być, dzielić troski i radości, okazuje się to niemożliwe… Jak może przetrwać związek z osobą, która każdego dnia jest kimś innym?

A to bohater, którego człowiek mimowolnie lubi. Jest inteligentny, ma ciekawą osobowość. Nie ocenia ludzi. Jest dobrą osobą, która stara się jak tylko może, nie ingerować i nie zmieniać życia osoby, którą obecnie „odwiedził”. Czy jednak on również nie zasługuje na normalne życie?

A dostaje możliwość pozostania w ciele osoby, którą zamieszkuje. Czy skorzysta z okazji?

Muszę przyznać, że nawet nie denerwuje mnie za bardzo wątek miłosny. Niby uwaga skierowana jest na niego, jednak dla mnie został on jakoś w tyle :) Miłostki szesnastolatków...

Autor porusza w książce trudne społecznie kwestie. Nie boi się być „kontrowersyjnym” (jak zapewne niektórzy uznają). Miłość to miłość. Nieważne kogo dotyczy. 

Kończąc książkę odczuwam dziwny smutek. Każdego dnia sprawia, że człowiek rzeczywiście dostrzega coś, co wcześniej wydawało się takie oczywiste. Docenia rodzinę, przyjaciół, znajomych, psa. Docenia wspaniałe chwile i kłótnie. Okazuje się, że tak przyziemne rzeczy będące codziennością, mogą okazać się tak niezwykłe i drogocenne. Jak byśmy się czuli gdybyśmy nie mieli nic… Każdego dnia byli kimś innym?

Zachęcam Was do sięgnięcia po książkę. Naprawdę warto.
PS tak mi się skojarzyło, to Wam wrzucam :D







12

wtorek, 1 marca 2016

Czas Żniw – Zakon Mimów Samantha Shannon - recenzja


Słowa dodają skrzydeł nawet tym zdeptanym, załamanym i pozbawionym całej nadziei.


Wow! To pierwsze określenie jakie przychodzi mi do głowy kiedy wspominam Zakon Mimów. Myślałam, byłam wręcz pewna, że Shannon nie uda się stworzyć książki na tak wysokim poziomie jaki był w Czasie Żniw. Myliłam się. Bardzo. Autorka przebiła samą siebie. I zrobiła to w spektakularny sposób. 

Czas Żniw zakończył się ucieczką Paige i innych jasnowidzów z kolonii. Nie mogły mi wyjść z głowy słowa Naczelnika: Jeżeli nigdy nie wrócę, jeżeli nigdy więcej mnie nie zobaczysz, wiedz, że wszystko jest w porządku, że z nią skończyłem. Ale jeżeli powrócę, będzie to oznaczać, że zawiodłem, a ona wciąż stanowi niebezpieczeństwo. I wtedy cię odnajdę. Niemalże zaklinałam rzeczywistość, żeby jednak nie wszystko poszło tak jak chciał. Bez Arcturusa przecież to nie byłoby to samo. Ha! Nie zawiodłam się. Dzięki Shannon :D

Paige trudno jest wrócić do „normalnego” życia sprzed pobytu w kolonii Szeolu I. Budzi się w niej konflikt – zostawić wszystko co ją spotkało za sobą, tak jak radzi jej Jaxon, czy nagłośnić dwulicowość rządu i rozpocząć rewolucję? Mimo że dziewczyna stara się ostrzec swój podziemny świat przed Refaitami, nikt nie chce jej wysłuchać. Brutalne morderstwo przywódcy jasnowidzów sprawia, że rozegra się turniej o przejęcie władzy, w którym Siedem Pieczęci chce odegrać główną rolę. Paige ze wszystkich stron narażona jest na niebezpieczeństwo. Z jednej strony szuka ją brutalna, rządowa służba, z drugiej Jaxon trzyma ją w szachu. Złoty sznur też nie poprawia sytuacji. Dziewczyna dodatkowo musi zmierzyć się z przeszłością i odnaleźć Naczelnika. Czy Blada Śniąca sprzymierzy się z wrogiem, żeby osiągnąć zamierzony cel?

Moja wolność - wolność, o którą walczyłam, za którą ludzie umierali - zdawała się komedią zarówno w Siedmiu Pieczęciach, jak i w Sajonie. Byłam tylko psem na smyczy Jaxona Halla.

Trzeba uczciwie przyznać, że koszmarne przeżycia nie złamały w Paige ducha. Dziewczyna potrafi się przeciwstawić i nie jest niczyją marionetką. Nie daje sobą manipulować. Ma własne zdanie i się go trzyma. Jeśli nie może zdziałać czegoś w sposób otwarty, posługuje się podstępem. Dąży do celu i decyduje się na odważny krok, który – albo zadecyduje o zwycięstwie – albo doprowadzi do jej śmierci. 

Zdecydowanym atutem powieści są właśnie bohaterowie. Samantha Shannon stworzyła postaci, które nie są kryształowo czyste, bez żadnych skaz. Wyidealizowane charaktery poszły w odstawkę. Autorka wykreowała bohaterów z krwi i kości. Złoszczą się, kłócą, obrażają, stroją fochy, żartują. Mają słabości, gorsze i lepsze dni. Tak jak w życiu. Dokładniej poznajemy Jaxona Halla. Perfidny, rządny władzy, okrutny alkoholik, który nie cofnie się przed niczym. Dosłownie przed niczym. Trudno go rozgryźć. Brawo za wykreowanie takiej postaci. Nie mogłabym pominąć także Naczelnika. Może nie jest on postacią megadynamiczną, ale kryje w sobie tajemnice. Osobiście ja takie postaci właśnie lubię. Paige jest bohaterką, która zdobywa sympatię niemalże od tak. Jest sprytna, inteligentna, charakterna. Mówi co myśli, bywa sarkastyczna i posługuje się ironią. Cóż powiedzieć – fajna dziewczyna :D 

-Ja… widzę, że zdjąłeś rękawiczki. − Mogę również zerwać z podżeganiem do buntu. − Cóż za odwaga. Co zdejmiesz następnego? Płaszcz?

Zdrada. To właśnie ona wysuwa się na pierwszy plan końca powieści i zostaje w człowieku po jej zakończeniu. Zadawałam sobie pytanie, jak tak można. To okropne…

Pozostaje jeszcze wątek miłosny. 

- Paige. - Jego głos miał szary odcień. - To nie jest tak, że ja Cię nie chcę. Ja po prostu chcę cię za bardzo. I od zbyt dawna.

Nie jest on jednak wątkiem głównym. Mimo że jest więcej, nazwijmy to, intymnych scen (chociaż chyba nadużyłam tu słowa intymnych), między dwójką naszych bohaterów, to wszystko toczy się jednak na uboczu. Shannon umiejętnie wplotła go w powieść. Powiem Wam tak – szybcy to oni nie są… ;)

Akcja powieści jest dynamiczna i nie zwalnia tempa. Czapki z głów dla Samanthy Shannon za stopniowe budowanie napięcia. Skoki ciśnienia gwarantowane. Dystopijny Sajon, wykreowany w pierwszej części został rozbudowany w Zakonie Mimów. Tym razem dokładniej poznajemy podziemny półświatek. Zagrożenia i intrygi to tutaj chleb powszedni. Niebezpieczeństwo czyha z każdej strony, a krąg się zacieśnia. Jak daleko sięga zdrada w społeczności jasnowidzów? 

Spotkałam się z opiniami, że książka z początku, podobnie jak Czas Żniw, jest trudna, bo człowiek wypadł z rytmu i nie pamięta już terminów używanych przez Samantę Shannon. Ja akurat nie mogę nic na ten temat powiedzieć, bo książkę czytałam krótko po pierwszej części. Pierwsze strony może rzeczywiście nie są porywające, ale później wszystko nabiera tempa. Osobiście zakochałam się w Czasie Żniw i trudno pogodzić mi się z faktem, że na kolejną część trzeba czekać do 2017r. Może Samantha zrobi nam niespodziankę i wyda wcześniej?? Mam ogromną nadzieję. 

Obojętność jest zabójcą.

Tak więc nie bądźcie obojętni wobec książki. Naprawdę warto po nią sięgnąć. Nie będziecie się nudzić.Obiecuję :D
2
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.