niedziela, 28 lutego 2016

Wiedźma z lustra - Maggie Stiefvater – recenzja



Serce tchórza nie jest żadną nagrodą, lecz dzielny człowiek zasługuje na swój lśniący hełm.

Był Wirujący seks to teraz przyszedł czas na Wiedźmę z lustra. Dlaczego Uroboros zdecydowało się na zmianę tytułu Blue Lily, Lily Blue właśnie na Wiedźmę z lustra? Tego nie wiem i przyznam szczerze, że nie do końca rozumiem taki zabieg. Oryginalny tytuł świetnie komponował się z okładką, która trzeba przyznać jest niesamowita. Świetnie nawiązuje do treści i odzwierciedla zagadkę, którą stworzyła Maggie Stiefvater. Po przeczytaniu książki cały czas zastanawiam się „co wydawnictwo miało na myśli”.

Ale przechodząc już konkretnie do samej powieści. Maggie Stiefvater nie skupia już większości uwagi na Ronanie jak w przypadku poprzedniego tomu. Książka jest bardziej „ogólna”, chociaż na pierwszy plan znów wybija się postać Blue. Plus dla autorki za wspomnienie o Polsce (w dobrym kontekście). 

Historia toczy się lepiej. Blue Sargent wraz z przyjaciółmi z elitarnej, męskiej szkoły – Adamem Parrishem – obdarzonym magicznymi zdolnościami i mającym więź z tajemniczym lasem, Ronanem Lynchem – chłopakiem potrafiącym wynosić przedmioty ze swoich snów, Noahem Czernym – duchem zamordowanego na linii mocy chłopaka i Ganseyem – liderem grupy, którego dziewczyna kocha, ale do którego nie powinna żywić uczuć, bo to niebezpieczne. Po zniknięciu matki dziewczyny, jej odnalezienie staje się celem nadrzędnym. Tajemnicza notatka zostawiona przez kobietę, wcale nie pomaga: Glendower jest pod ziemią. Ja również. Bohaterowie dostają również ostrzeżenie, że śniącym jest nie tylko Król Kruków – Glendower. Śniących jest trzech. Jednego mogą obudzić, kolejnego w żadnym wypadku im nie wolno, a co z trzecim? Tego niestety nie wiadomo. Pojawiają się nowi bohaterowie, którzy wnoszą do powieści jeszcze więcej zagadek. 


Dwa to okropna liczba. Wiąże się z rywalizacją, walkami i morderstwami.
- Albo małżeństwem – rzekł Adam zastanawiając się nad tym.
- Jedno i to samo – odparła Persefona.


Autorka dodatkowo ubogaca swoją powieść w zabawne żarty sytuacyjne.


- Jezu Chryste – jęknął Gansey, świadomy wszystkich swoich włosów stających dęba i obydwu jąder chowających się do jamy brzusznej.

Jednak niezbyt często mamy powody do radości. Bohaterowie muszą zmierzyć się ze stratą bliskiej sobie osoby. Sytuacja też nie rysuje się w zbyt różowych barwach. Walijski król czeka. Czekają też inni śpiący. Co się stanie jeśli powstanie ten, który miał spać?

Maggie Stiefvater doskonale przeplata świat magii i real. W ciekawy sposób kreuje kolejne przygody i stopniowo podnosi napięcie. Możemy dodać kilka pytań do listy zagadek i tajemnic. Wiedźma z lustra jest ciekawsza od Złodziei snów. Mimo że nie pojawia się tu zbyt wiele nowych wątków, książka z pewnością przypadnie do gustu wielbicielom serii. Małe miasteczko nadal jest klimatyczne a sieć intryg się zacieśnia. Śmierć, zemsta, opętanie i powroty z zaświatów. Jak skończą się przygody piątki naszych bohaterów? Tego dowiemy się w ostatniej części cyklu, która swoją światową premierę ma 26 kwietnia br.
0

piątek, 26 lutego 2016

Czas Żniw - Samantha Shannon - recenzja



Paige Mahoney wkracza do akcji.


Nadzieja to jedyna rzecz, która może jeszcze wszystkich nas ocalić.

Londyn. Rok 2059. Nigdzie nie jest bezpiecznie. Nie dla ludzi takich jak Paige. Dziewczyna posiada umiejętności, za które karą jest więzienie lub śmierć. Pracuje w podziemiu, dla jednego z mim-lordów Jaxona Halla. Jasnowidzami – tym są ludzie wyjęci spod prawa. Paige jest jedną z najpotężniejszych z nich – Bladą Śniącą – śniącym wędrowcem. Zostaje schwytana i wysłana do kolonii karnej – Szeolu, gdzie styka się ze światem, który trudno sobie wyobrazić. Poznaje tajemniczą rasę, rasę Refaitów, która tak naprawdę pociąga za sznurki i rządzi całym Sajon Londyn. Jest więźniem i niewolnikiem, rebeliantem i nadzieją na zwycięstwo. Jej panem zostaje tajemniczy Naczelnik, skrywający liczne tajemnice. Trenuje ją i chroni przed innymi, sobie podobnymi. Czy Paige uda się odzyskać wolność? Czy w świecie, gdzie śmierć i kalectwo są na porządku dziennym dziewczyna zdoła przetrwać i walczyć o to co ważne?

Zastanawiałam się czy literatura fantasy (dla młodzieży) zdoła mnie jeszcze czymś zaskoczyć. Muszę przyznać, że przeżyłam bardzo miłą niespodziankę. Samantha Shannon stworzyła dzieło nowatorskie i zaskakujące. Wykreowała świat w sposób tak rzeczywisty, że bez problemu można sobie wyobrazić, że jest się tam razem z Paige czy Naczelnikiem, że razem z nimi przeżywa się przygody. 

Jednak otwarcie powiem, że początki bywają trudne. Książka Shannon to najlepsza powieść jaką czytałam w ostatnim czasie, jednak jest ona dość ciężka. Pierwsza połowa, mimo że ciekawa i intrygująca jest bardzo specyficzna przez liczne, trudne określenia, których używa autorka. Trzeba się do nich przyzwyczaić i dobrze zapamiętać żeby sprawnie czytać powieść. Słowniczek okazuje się przydatny jak nigdy dotąd. Shannon jednak stopniowo buduje napięcie i nie pozwala mu opaść. Cały czas w powietrzu czuje się niepewność i oddech śmierci. Akcja jest dynamiczna, opisy zawarte w książce oddają klimat powieści i sprawiają, że jest ona niesamowicie wręcz realistyczna (pomimo że oddalona o 50 lat). 

Niby schemat się powtarza i nie jest to nic bardzo innowacyjnego: dziewczyna obdarzona nadprzyrodzonymi zdolnościami, dystopia, uwięzienie i walka o przetrwanie. Shannon jednak potrafiła stworzyć dzieło nieprzewidywalne i inne od podobnych w tej kategorii. Dzieło od którego trudno się oderwać. 

Ja sama, czytając opis książki, nie byłam przekonana do jej kupna. Stwierdziłam, ze znów to samo…. Czy nie można wymyślić czegoś nowego, tylko powielać utarte schematy. Kupiłam ją tylko dlatego, że była promocja 3 za 2 i brakowało mi pomysłu na 3 książkę. Możecie sobie wyobrazić moje zdumienie, kiedy się okazało, że przeczytane wcześniej opinie rzeczywiście okazały się prawdziwe i w żaden sposób naciągane. Pokochałam bohaterów wykreowanych przez autorkę. Widać, że ich postacie są bardzo dokładnie przemyślane i reprezentują sobą „coś więcej”. Okrutna Nashira, tajemniczy Naczelnik, czy charyzmatyczna i inteligentna Paige. Refaici sprawiają, że mam gęsią skórkę, a czytając o Szerszeniach mam ochotę zakopać się pod kołdrę, udawać, że mnie nie ma i najchętniej spod niej nie wychodzić. 

Wielowątkowa fabuła i cięte riposty bohaterów sprawiają, że trudno oderwać się od lektury.

- Jak się czujesz? - zapytał.
- Pieprz się.
Jego oczy zapłonęły.
- Widzę, że lepiej.

Oryginalne pomysły, ciekawy styl i wyjątkowi bohaterowie. Czego chcieć więcej. Powieść Shannon jest po prostu fenomenalna. Czytelnik nie chce się od niej oderwać, a po zakończeniu lektury, trudno mu się pogodzić z jej końcem. Pocieszający jest fakt, że autorka zapowiedziała siedem części cyklu Czasu Żniw. Prawa do ekranizacji zostały sprzedane jeszcze przed publikacją książki, a to już powinno coś znaczyć. Mam nadzieję, że twórcy filmu nie zepsują tak genialnej fabuły i dokładnie odzwierciedlą 520 stronicowe dzieło Shannon. 

Czas Żniw to naprawdę niezapomniana i wspaniała przygoda, która odkrywa przed czytelnikiem Londyn z przyszłości. Mroczna historia kraju, tajemnicze rasy toczące ze sobą walki, duchy (nie zawsze takie przyjazne jak ten na zdęciu – częściej wredne poltergeisty), jasnowidzowie i ślepcy. Akcja gna z zawrotną szybkością, tajemnice się nawarstwiają a intrygi powalają złożonością. Jedno jest pewne - czytając tą powieść na pewno się nie znudzisz. Po skończeniu Czasu Żniw czułam wielki smutek i pustkę, że to już koniec historii (przynajmniej chwilowy, bo nie miałam jeszcze drugiego tomu). Problemy ukazane w książce skłaniają również czytelnika do refleksji. Odwaga, walka o przetrwanie i pozostanie wiernym własnym ideałom oraz miłość (która jest wątkiem pobocznym), to wszystko co można tu odnaleźć. Czytelnik chce więcej, więcej i więcej. Z niecierpliwością czekam na dalsze przygody Paige i jej przyjaciół. Chciałabym częściej trafiać na takie książki. Życie byłoby ciekawsze i jeszcze bardziej pełne niespodzianek. Tak więc: Shannon do pisania, bo ja tu czekam :D
7

czwartek, 25 lutego 2016

Niedoceniona Trylogia Moorehawke


Niektórzy ludzie są niewolnikami nie tylko ciałem, lecz także duszą.



Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o serii, która według mnie jest strasznie niedoceniana. Z książkami, które opiszę spotkałam się kilka lat temu. Myślałam, że zyskają podobną popularność do takich hitów jak Zmierzch czy Niezgodna. Czekałam, czekałam, czekałam i nic. Cisza. Fanpage książki na fb ma zaledwie 52 polubienia. Ale przechodząc do rzeczy – książki o których Wam opowiem to Trylogia Moorehawke - Celine Kiernan. Autorka osadziła historię w realiach średniowiecza. Ale ale… Nie zniechęcajcie się. To tylko dodaje jej uroku. Trochę dworskich intryg, wydziedziczony książę pragnący władzy, dobry samarytanin, świat na krawędzi wojny, handlarze niewolników, haremy i wiele więcej. 


Główną bohaterką Zatrutego tronu jest piętnastoletnia Wynter, córka Obrońcy Tronu. Dziewczyna wraz z ojcem przez kilka lat przebywali na Północy i po powrocie w rodzinne strony czeka ich przykra niespodzianka. Nie ma już królestwa które znali i kochali. Czy król zwariował? Dobry i litościwy władca powrócił do zwyczajów swojego ojca. Wróciły KLATKI. Co się stało z prawowitym następcą tronu? Dlaczego ma zostać wymazany z kart historii jeszcze za życia? Wynter musi odnaleźć w sobie odwagę, by sprostać wymaganiom ojca i króla. Czy uda jej się odkryć przyczyny zmian jakie zaszły podczas jej nieobecności? Dla dziewczyny jest to szczególnie trudne, ponieważ królewscy synowie byli dla niej jak bracia. A teraz ma zapomnieć o jednym z nich. 
Zamach stanu, próba morderstwa królewskiego syna (tego z nieprawego łoża), tortury, tajemnice i intrygi. To tylko pierwsza część tej wspaniałej historii. 

Drugi tom Królestwo cieni jest jeszcze lepsza niż jej poprzedniczka. Bolesna strata, tajemnicze plemię Merronów, i nikczemna księżniczka planująca zdetronizować ojca. Pradawne rytuały, krwawe sceny i psy niczym bestie z koszmarów oraz okrutni handlarze niewolników.

Każdy człowiek (...) ma swoją wytrzymałość. Kiedy wszystko, co kocha, i wszystko, co nadaje sens jego życiu i sprawia, że jest tym, kim jest, zostaje mu odebrane, zniszczone, znika w płomieniach jak sucha drzazga. Człowiek dochodzi do wniosku, że ma już tylko jeden wybór. Może zdecydować, kiedy i w jaki sposób umrze.

Nie sposób się nudzić. Akcja nie zwalnia tempa. Autorka ubogaca wszystko w opisy przyrody, które nie nudzą, a dodatkowo dodają powieści autentyczności. 

W Zbuntowanym księciu odkrywamy odpowiedzi na wszystkie nurtujące zagadki i tajemnice. Mimo że tempo akcji spada wciąż wiele się dzieje. Dokładniej poznajemy życie obozowe, plany tytułowego księcia i stajemy „twarzą w twarz” z wrogami naszych bohaterów. (Tak na marginesie są wspaniali. Nie ma tu płytkich postaci. Wynter nie płaczę, bo złamał jej się paznokieć czy musi jeść czerstwy chleb. Razi to dobrotliwy lekarz, który potrafi pokazać charakter, a Christopher, to Christopher. Nie sposób go nie kochać.)

No i wpadłam po uszy. Pisząc dla Was ten tekst znów naszła mnie ochota przeczytania całej serii. Znowu… Tak mało czasu, tak dużo książek do przeczytania… 

Wracając jednak do sedna. Książkę polecam głownie dla młodzieży. Nie nadaje się jako lektura dla dzieci. Powinna spodobać się także niektórym dorosłym (podsunęłam mamie i bardzo ja polubiła). 

Kończę cytatem mając nadzieję, że przekonałam Was do sięgnięcia po książki, bo przecież:

Słowa bywają groźniejsze od miecza.

0

środa, 24 lutego 2016

Harry Potter – niszczy dziecięce umysły czy uczy wartości?





Niedawno znów spotkałam się ze stwierdzeniem, że Harry Potter może zniszczyć dziecięce umysły. Przecież w książce są duchy i aż kipi z niej czarna magia oraz – o zgrozo – satanizm. 

To prawda, że świat stworzony przez J. K. Rowling skupia się na życiu czarodziejów. Jednak czy pisarka tak bardzo oderwała go od realnej rzeczywistości? 

Pewien czas temu w mediach zawrzało po opinii Benedykta XVI, będącego wówczas jeszcze kardynałem. Dobrze, że wyjaśnia pani sprawę Harry'ego Pottera, ponieważ jest to subtelne uwiedzenie, które oddziałuje niepostrzeżenie, a przez to głęboko, i rozkłada chrześcijaństwo w duszy człowieka, zanim mogło ono w ogóle wyrosnąć. Po takich słowach wielu przeciwników zyskało asa w rękawie. Jeśli osoba tak wysoko postawiona w hierarchii kościoła ostrzega przed zgubnymi skutkami Harrego Pottera, to coś w tym musi być, prawda? Jak się później okazało, Joseph Ratzinger nie przeczytał książek o przygodach młodego czarodzieja. Czy więc taka opinia może być wartościowa? Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami. 

Inny ksiądz powiedział tak: Magia symboliczna jest obecna w literaturze od dawna i ma za cel ukazanie walki dóbr ze złem – np. u Tolkiena. W H. Potterze mamy do czynienia z magią dosłownie – uczeniem zaklęć, numerologią itp. a to juz jest szkodliwe i rozbudza faktyczne wejście dzieci w okultyzm. Odwołał się w ten sposób do krytyki, która go spotkała po wrzuceniu filmiku inspirowanego na Gwiezdnych Wojnach. 

To, co robi Potter w świetle Pisma Świętego, nazwane jest "nierządem", "cudzołóstwem". Jak mówi poświęcona magii Nota duszpasterska konferencji biskupów Toskanii - jest to "prostytucja duchowa", będąca zdradą Boga. […] Moja książka o Harrym Potterze zawiera rozdział: Czy Rowling jest czarownicą? Kończy się on następująco: Rowling ma większą wiedzę na temat magii niż przeciętna współczesna czarownica. Nie wiem, czy jest czarownicą. Wiem jedno, że gdyby czarownica pisała książkę dla dzieci i młodzieży, napisałaby podobną, jeżeli nie identyczną powieść. (Dr.Stanisław Krajski)

Ostatnia opinia skłoniła mnie do zastanowienia - w jakim okresie żyję… To jeszcze XXI w. czy jednak średniowiecze?

Budujące jest to, że nie wszyscy duchowni traktują Harry’ego Pottera jak zło wcielone. Bardzo kontrastujące z powyższymi opiniami są wypowiedzi ojca Adama Szustaka. Ojciec Adam porównuje historię Harrego do ewangelii. Całość wypowiedzi można obejrzeć w odcinku Kundla Przydrożnego.

Było o negatywnym wpływie, to teraz trochę o wartościach, jakie otwarty umysł dostrzeże w serii o Harrym Potterze. W sieci możecie znaleźć 10 argumentów przeciwko książce, ja podam Wam 10 za. 

1. Miłość – najpotężniejsza siła mogąca stawić czoła złu.

2. Przyjaźń – pokazanie, że prawdziwi przyjaciele pozostają na zawsze. Mimo przeciwności losu, różnicy charakterów czy też poglądów zawsze można znaleźć w nich oparcie i pomoc. 

3. Wiara na przekór wszystkiemu – kiedy już wszystko wydaje się stracone, zawsze pozostaje nadzieja. Walka do ostatnich sił mimo bycia skazanym na porażkę. 

4. Równość i tolerancja – walka o równość dla wszystkich, nie tylko czarowników i czarownic, ale również mugoli czy magicznych stworzeń. 

5. Poświęcenie się dla innych

6. Możliwość powrotu na ścieżkę dobra – idealny przykład Severus Snape

7. Wartości – nie pieniądz jest najważniejszy – nie liczy się to, ile człowiek ma pieniędzy, czy jakie jest jego pochodzenie tylko to, jaki jest i co sobą reprezentuje.

8. Wierność ideałom – miłości, przyjaźni, wierności, lojalności, poświęcenia dla innych (nawet kosztem siebie), odpowiedzialności za swoje czyny i podejmowane decyzje. 

9. Świadomość wyboru własnej drogi – nikt z góry nie jest przegrany, każdy jest panem swojego losu, może przezwyciężyć własne słabości i przeciwności życia, ważne są odwaga, samodyscyplina i sprawiedliwość.

10. Łączenie ludzi niezależnie od wieku, kultury czy poglądów politycznych.

I, już prawie na koniec, krótkie nawiązanie do duchów w Harrym Potterze. Nie są złe, nie sprawiają, że czytelnik nie może zasnąć, ma koszmary czy krzyczy po nocach. Kibicują dobru lub są neutralne, co więcej - włączają się do, z pozoru przegranej, bitwy ze złem. To postaci, które zostały na ziemi, ponieważ miały niedokończone sprawy, nie potrafiły poradzić sobie z własną śmiercią, ze zdradą lub wyrzutami sumienia. To z całą pewnością pozytywni bohaterowie opowieści. 

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem wielką fanką serii o przygodach młodego czarodzieja. To książka mojego dzieciństwa. Dorastałam wraz z Harrym, Hermioną i Ronem (choć byli ode mnie kilka lat starsi), przeżywałam ich radości i smutki, buntowałam się, śmiałam i płakałam (bo w książce jak w życiu – zdarzało się cierpienie, a nawet utrata bliskich). Mimo że przygodę z Harrym zaczęłam jako siedmiolatka, nie czuję, by mój umysł w jakikolwiek sposób ucierpiał. Już wtedy wiedziałam, że w świecie Harrego mogę się znaleźć wyłącznie dzięki cudownej sile wyobraźni, tej samej, która pozwalała mi tworzyć kolorowe rysunki czy barwne opowieści. Tylko tyle i zarazem aż tyle… Szkoda, że niektórzy dorośli zapomnieli, jak to jest być dzieckiem… Przykre też, że umieją zauważyć tylko dosłowne znaczenia i zupełnie nie potrafią dostrzec metafory.


PS tekst o Lordzie Voldemorcie znajdziecie tutaj! (tak bardziej z psychologicznego punktu widzenia)

7

wtorek, 23 lutego 2016

Królowa Cieni - magia wkracza do gry. [PRZEDPREMIEROWO]


Seria Szklany Tron na całym świecie podbija serca czytelników. Sarah J. Mass potrafiła stworzyć ciekawą przygodę, która wciąga od pierwszej strony. Tak było 
i tym razem. Czwarta część jest według mnie jeszcze ciekawsza niż poprzednie. Poznajemy tu kilka kluczowych odpowiedzi na dręczące pytania. Każdy fan znajdzie coś dla siebie. Niektórzy zapewne, co jakiś czas będą ocierać łzy. Uspakajam jednak. Sarah jeszcze nie do końca przeobraziła się w George’a R.R. Martina. Chociaż muszę przyznać, że coraz bardziej obawiam się kolejnych tomów. Mimo toczących się walk, książka nie została ograbiona z żartów sytuacyjnych. Przeciwnie, jest wiele okazji do śmiechu. 

W Królowej Cieni poznajemy dalsze losy Aelin, Doriana, Chaola i – osobiście mojej ulubionej postaci – charyzmatycznego księcia Rowana. Dokładniej zagłębiamy się w przygody Manon i jej Trzynastki. Szczególnie poruszająca jest historia Asterin, ale o tym przekonacie się sami. Nie będę za dużo zdradzać. 

Rozwinięty zostaje wątek Aediona, Lysandry czy Kaltain. Powiem Wam, że robi się bardzo ciekawie kiedy generał spotyka księcia Fae. Uwielbiam ich słowne utarczki. 

Pojawia się też nowa postać, która może zmienić losy nadchodzącej wojny. Niespodziewanie Aelin zyska zaskakującego sojusznika. 

Czy ktoś kto przez całe życie był tyranem może okazać się ofiarą? 

W książce przygody opisane są w sposób bardzo dynamiczny. Naprawdę nie sposób się nudzić. 

Bohaterowie podejmują trudne decyzje, a ich konsekwencjom muszą stawić czoła. Są momenty, które zapierają dech w piersiach. Napięcie sięga zenitu. 

Okrutna zdrada, walka w podziemnych tunelach, czy starcie na zamkowych murach. Wymieniać można bez końca. 

Mam wrażenie, że ten tom serii, to tom największych zmian. Poznajemy zaskakujące zakończenie, którego w żaden sposób nie można było przewidzieć. Brawo dla panny Mass za taką przebiegłość. Siedziałam chyba z pół godziny z otwartymi ustami i nie mogłam uwierzyć w to, co czytam. Serio! Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części. Nie mogę zrozumieć decyzji wydawnictwa, która jeszcze nie wydała polskiej edycji książki (chociaż premiera była we wrześniu). No, ale… Mam nadzieję, że na piąty tom nie każą nam tak długo czekać. 



PS polska data premiery to 2 czerwca 2016r.
8

niedziela, 21 lutego 2016

Szklany miecz, czyli co dalej z dziewuszką od błyskawic?



Uciekam, odkąd pamiętam. Uciekałam jeszcze w Palach, na długo zanim to wszystko się zaczęło. Unikałam rodziny, swojego losu, wszystkiego, czego nie chciałam czuć. I dalej to robię, wciąż biegnę przed siebie. Wymykam się tym, którzy chcą mnie zabić - i tym, którzy chcą mnie pokochać.

Powyższy cytat idealnie wręcz obrazuje całą książkę. Mare - dumna i nieugięta dziewczyna, którą poznaliśmy w Czerwonej Królowej, przestaje niemalże istnieć. Trudno jednoznacznie ocenić kim się stała. Czy potworem - jak określił ją Cal?

Mare w Szklanym mieczu toczy walkę ze wszystkimi - zarówno z wrogami, jak i z przyjaciółmi. Najcięższą walkę toczy jednak sama z sobą. Niestety nie można powiedzieć, że jest to zwycięskie starcie. Dewizą Mare stają się słowa Juliana: Każdy może zdradzić każdego. Nie potrafi zaufać nikomu. Shade, Cal, Kilorn - schodzą na dalszy plan. Służą jej jako narzędzia do osiągnięcia celu. Dziewczyna w całości oddaje się poszukiwaniu Nowych - Czerwonych z umiejętnościami Srebrnych. Silniejszych od jednych i drugich.

I w tym cały szkopuł. Mimo że autorka ciekawie opisuje przygody, są one dość schematyczne. Mare z drużyną szukają Nowego i... wpadają w zasadzkę. Nie raz, nie dwa...

Jednak zawsze można liczyć na Mavena. Nawarstwiają się jego kłamstwai intrygi. Opętany zazdrością, pożądaniem i żądzą zemsty chłopak zrobi wszystko, żeby zdobyć to, na czym mu zależy. Trzeba przyznać, że się nie poddaje i dotrzymuje słowa.

Mare z każdą stroną coraz bardziej zatraca się w sobie i nie potrafi poprosić o pomoc. Ukrywa się za maską obojętności, zimnej kalkulacji i determinacji. Nie umie jednak poradzić sobie z demonami przeszłości. Wciąż rozpamiętuje zdradę Mavena. Prześladuje ją iluzja stworzona przez Cień Płomienia - historia drugiego syna króla, współczującego, kochającego. Chłopaka, który rozumie potrzebę zmiany porządku świata, chłopaka, którego kochała. Marzy jednak by go zabić.

Cal nadal pozostaje starym, dobrym Calem. Wciąż ma swoje idee o które walczy. Śmierć ojca, zdrada brata i odkrycie prawdy o zabójstwie matki nie złamały w nim ducha. Mimo że wciąż szuka własnej drogi, sprawdza się w roli żołnierza, generała czy (poniekąd) dyplomaty. Zostało w nim dawne ciepło i dobroć, które mnie osobiście ujęły w pierwszej części. Staje się jednak postacią bardziej złożoną i dojrzałą.

Mare tworzy Armię Nowej Krwi. Nadciąga wojna. Jak skończy się los bohaterów. Kto wygra denerwujące starcie? Srebrni czy Czerwoni? Jak potoczy się przyszłość świata? Jedno jest pewne. Victoria Aveyard znów zaserwowała nam bardzo ciekawą końcówkę.

Kiedy Mare zaczęła rozumieć swoje błędy, trafia w zasadzkę i nie ma już czasu ich należycie naprawić czy choćby wyjaśnić. Postąpiła słusznie i odważnie. Jednak jak to się dla niej skończy? Czy zostanie niewolnicą nowego króla?

Przyznam szczerze, że czegoś mi w książce zabrakło. Trudno mi dokładnie określić czego, jednak pozostał pewien niedosyt. Może brakuje mi królowej Elary czyhającej na każdym kroku, czy Evangeline z jej metalowymi pająkami. Może denerwuje mnie Mare, która nie potrafi docenić tego co ma. Na pewno brakuje mi napięcia tak dobrze znanego z Czerwonej Królowej. Szklany miecz jest w tej kwestii bardziej stonowany. Dominują tu opisy podróży, starć ze Srebrnymi i walki o przetrwanie. Jednak czytelnik nie ma co liczyć na nagłe i wysokie skoki ciśnienia. Książki mimo wszystko na plus. Z przyjemnością przeczytam zakończenie trylogii, na które zresztą czekam z niecierpliwością. Niestety ono dopiero za rok.

PS minus dla wydawnictwa za dyskryminacje właścicieli książek w miękkich okładkach. My też mamy uczucia :( A mapa Norty byłaby bardzo miłą niespodzianką...

6

Pomysł na...


Zastanawiałam się, czy napisać post wprowadzający, czy nie? Czy interesuje Was dlaczego taki blog w ogóle powstał. Stwierdziłam, że pewnie nie, jednak dla garstki wytrwałych (mam nadzieję, że znajdzie się chociaż osoba, która przez niego przebrnie), podzielę się pomysłem, który gdzieś kiełkował mi w głowie. Od pewnego czasu mama powtarzała mi, że skoro tyle czasu siedzę z nosem w książkach, to może przynajmniej zaczęłabym pisać recenzje. Pomyślałam - hmm czemu nie. Jednak zrodził się problem typu - gdzie. Stworzyć własny blog, pisać na stronach księgarń internetowych czy może założyć stronę na portalu społecznościowym? Nigdy nie chciałam żeby miało to jakiś "sztywny" charakter. Dlatego wpadłam wczoraj na pomysł założenia bloga, ale skupionego nie tylko na jednej, nazwijmy to, specjalności. Siedząc przy stole w kuchni, układały mi się w głowie słowa recenzji "Szklanego miecza". Jednocześnie bawiąc się z psem pomyślałam, że połączę swoje pasje. Chciałabym, żeby ten blog nie był kolejnym nudnym miejscem w internecie, ale żeby żył swoim życiem. Będę się z Wami dzielić nie tylko recenzjami przeczytanych książek, ale newsami z mojego życia, z uczelni, z przeżytych przygód. Czasem wpadną również jakieś zdjęcia. Chciałabym żebyście  żyli tym razem ze mną. Dzielili się opiniami, ciekawymi książkami czy waszymi doświadczeniami. Dopiero zaczynam swoją przygodę z blogowaniem, dlatego będę wdzięczna za Wasze rady :D Aha już mi się włączyło wrzucanie emotikonek. Tak... Lekkie uzależnienie z fb :) obiecuję, że postaram się to ograniczyć :D


PS A mówią, że to w toalecie przychodzą najlepsze pomysły :D
Zdjęcie = kuchnia
Kuchnia = natchnienie haha :D
5
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.